59-letnia Geréb została aresztowana w październiku 2010 r. Asystowała ona przy porodzie. Rodząca została przez nią wcześniej skierowana do szpitala, jednak rozwiązanie nastąpiło tak szybko, że nie było szans na przewiezienie kobiety do szpitala. W tej sytuacji poród odbył się w warunkach domowych, w miejscu, w którym Geréb prowadzi swoją praktykę. Poród był jednak skomplikowany, a sześć miesięcy po nim dziecko umarło. Śledczy postawili Geréb zarzut przyczynienia się do śmierci niemowlęcia.
Prokuratura domagała się kary dwóch lat w zawieszeniu. Jednak sąd uznał, że lekarka jest winna spowodowania śmierci z powodu swojego uchybienia. Sąd wziął pod uwagę także inny przypadek, w którym dziecko po porodzie domowym, w którym brała udział Geréb, zmarło.
Sąd wydał taki wyrok, mimo iż Agnes Geréb bronili jej zwolennicy oraz międzynarodowi eksperci. Ci przedstawili ekspertyzy, świadczące, że położna nie popełniła błędów. Sąd nie wziął ich jednak pod uwagę.
Geréb asystowała dotąd przy ponad 9 tysiącach porodów, 3,5 tysiąca odbyło się w domu. Swoją kampanią promowania porodów domowych naraziła się wielu lekarzom oraz organom ścigania, bowiem porody domowe nie są objęte na Węgrzech uregulowaniami prawnymi. Teoretycznie w 1998 roku parlamentarzyści uchwalili prawo wyboru miejsca narodzin dziecka. Jednak w praktyce ono nie działało, ponieważ za ustawą nie szły żadne uregulowania prawne, a akuszerkom nie udzielano licencji na przyjmowanie porodów. Dodatkowo Węgierskie Towarzystwo Ginekologów i Położników wydało rekomendację zobowiązującą policję i sądy do ścigania osób przyjmujących porody poza szpitalem, bo w myśl miejscowych przepisów każdy taki poród stanowi narażenie życia i zdrowia pacjenta.
W grudniu 2010 r. Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał, że Węgry, uniemożliwiając kobietom rodzenie w domu, łamią Europejską Konwencję Praw Człowieka. Politycy zapewniali po wyroku, że zmienią prawo.
żar/Wyborcza.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

