prof. Antoni Dudek, politolog UJ, doradca prezesa IPN

Bardzo dobrze, że doszło do spotkania premierów Rosji i Polski w Katyniu. Miliony Rosjan włączając telewizor czy radio usłyszy o tym, że ich premier pojechał do miejscowości o nazwie Katyń, by złożyć hołd Polakom pomordowanym przez Sowietów. To stanowi zmianę podejścia do własnej historii – podejścia, które już w pewnej mierze miał w latach 90-tych prezydent Jelcyn, a które zostało zarzucone na początku tego wieku.

Jednak z polskiego punktu widzenia przemówienie Putina było rozczarowujące. Nie padło słowo „przepraszam”, którego swoją drogą trudno było oczekiwać. Ponadto mieliśmy do czynienia z pewną relatywizacją Katynia – Putin mówił m.in. że nie można obciążać odpowiedzialnością za tę zbrodnię państw, co stanowiło próbę zmniejszenia odpowiedzialności Rosji. Brakowało także wątku otwarcia archiwów. To stanowi miarę otwartości ze strony rosyjskiej, która chce pojednania, ale na jej warunkach. Nie jest to szczera chęć pojednania.

Premier Tusk podtrzymał polskie dotychczasowe stanowisko – możemy mówić o prawdziwej chęci porozumienia jedynie przy pełnym wzajemnym otwarciu naprawdę. Mam nadzieję, że Polska będzie dalej konsekwetna w głoszeniu tego stanowiska.

Władimirowi Putinowi z jakichś powodów zależy obecnie na dobrych kontaktach z Polską. Przez ostatnich kilka lat Rosja próbowała doprowadzić do naszej marginalizacji w UE – okazało się, że nie jest to możliwe, czego przykładem było np. wybranie Jerzego Buzka na przewodniczącego PE. Jednak Polakom trudniej będzie teraz powiedzieć, że Rosjanie są nam niechętni i nieprzejednani wobec nas. Gesty wykonywane przez Putina nie są skierowane jedynie do Polaków, ale także do rządów państw zachodniej Europy. Historia jest częścią szerszej gry dyplomatycznej.

Ogólnie rzecz biorąc, nie można mówić o przełomie związanym ze spotkaniem w Katyniu. Za gestami Putina nie idą bowiem czyny – a tego, szczególnie w zakresie pełnego udostępnienia archiwaliów dotyczących tej zbrodni, powinna domagać się polska strona.

Maria Przełomiec, dziennikarka, autorka programu "Studio Wschód" w TVP Info

Od dawna mówię o tym, by w relacjach polsko-rosyjskich nie nadużywać słowa „przełom”, co lubi robić wielu polskich dziennikarzy. Żadnym przełomem w relacjach obu krajów nie będzie z pewnością środowa uroczystość. Oczywiście, ważny jest sam fakt obecności premiera Władimira Putina w Katyniu, jego udział w apelu poległych. Ale gdy weźmiemy już jego przemówienie, to można powiedzieć, że było nijakie.

Rosyjski premier utopił ofiary Katynia, w morzu sowieckich ofiar. W przemówieniu zostali bowiem wymienieni Kozacy, carscy oficerowie etc. A na końcu apel Putina, by o Katyń nie obwiniać Rosjan. Tylko, że w Polsce nikt nie obwinia Rosjan o ludobójstwo w Katyniu. Z polskiej strony, jeśli chodzi o sprawców tej zbrodni padały wyraźne określenia: „Związek Sowiecki”, „władze sowieckie”. Weźmy z kolei przemówienie premiera Donalda Tuska, które uważam za bardzo dobre. Szef polskiego rządu mówił, że dla Polaków liczy się każdy człowiek zabity w Katyniu. I to jest chyba podstawowa różnica w podejściu obu krajów do tej zbrodni: Putin mówił o masie, a Tusk o konkretnych ofiarach.

Nietrudno zauważyć, że środowa uroczystość, analizując słowa i gesty strony rosyjskiej, wpisuje się w realizowany przez tamtejsze władze scenariusz ocieplania swojego wizerunku, na taki, nazwijmy to, „bardziej cywilizowany”. I tak, dużo o modernizacji mówi prezydent Dmitrij Miedwiediew. A tezy o modernizacji dobrze współgrają z prowizorycznymi chociaż zmianami w podejściu do swojej historii. Warto też wspomnieć, że zbliża się ważna dla Rosji rocznica: 9 maja, zakończenia II wojny światowej i zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami. 60. rocznica zakończyła się dla Rosjan nieporozumieniami. Najpierw z Polską, bo prezydenta Kwaśniewskiego posadzono gdzieś w dalszym rzędzie, potem z Ukrainą i państwami bałtyckimi.

Katyńskie przemówienie o wspólnym cierpieniu i wspólnych ofiarach wydaje się być więc dobrym przygotowaniem do 9 maja 2010 r. Tym bardziej, że na koniec premier Putin nawiązał do tego, mówiąc pod adresem strony polskiej, że „razem walczyliśmy z faszyzmem”.

Najprawdopodobniej w środę w Katyniu Putin zaprezentował się więc na użytek międzynarodowej opinii publicznej. Ale niewykluczone, że rację ma też publicystka Anne Applebaum, która twierdzi, że emisja w państwowej stacji (choć o małej oglądalności) filmu Andrzeja Wajdy i zmiana podejścia Rosjan do Katynia jest też następstwem wewnętrznej sytuacji w kraju: kłopoty gospodarcze, protesty opozycji i krwawe zamachy terrorystyczne.

not. sks, mm

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »