Wszyscy dobrze pamiętamy sprawę ks. dr hab. Piotra Natanka, kapłana, który – powiedzmy to szczerze – mocno się zagalopował i pobłądził, i dlatego nie mam zamiaru go bronić. W jego sprawie i sytuacji jaką wywołał reakcja władz kościelnych, jego przełożonych, była szybka i kategoryczna. Po kolejnych upomnieniach kanonicznych i braku poprawy, kapłan ten został suspendowany. Czy sprawiedliwie? Nie mi to oceniać.
Obecnie mamy sytuacje o wiele bardziej groźną, gdyż ks. Natanek nigdy nie był postacią medialną, do mediów się nie „pchał”, nie miała parcia „na szkło” i tym samym jego głos nie był aż tak słyszalny i nie mógł wyrządzić wielkiej szkody. Tymczasem głos zabrała grupa kapłanów, którzy nader często są pokazywani, zapraszani do mediów, uważania za swoistego rodzaju „guru”, którzy zawsze powiedzą to co trzeba, którzy nie stronią od polityki i za to nie są bynajmniej krytykowani (jak inni biskupi czy kapłani), gdyż są po „właściwej stronie” i „politycznie poprawni”. Chodzi oczywiście o kapłanów: Ks. Kazimierz Sowa, ks. Aleksander Seniuk, ks. Stanisław Opiela, ks. Andrzej Luter, którzy w miniony czwartek na Mszy św. korzyli się przed Bronisławem Komorowskim i w jawny sposób odcięli się od nauczania Kościoła i biskupów. Uczynił to w swoim i imieniu pozostałych trzech ks. Seniuk mówiąc: nie jesteśmy episcopoi, my jesteśmy presbiteroi (…) i czujemy odpowiedzialność za te niesprawiedliwości rzucane na pana…
A przecież kapłani mają stanowić jedno ze swoimi biskupami. Mają być ich współpracownikami i przekazicielami ich nauczania. Księża ci widać zapomnieli, a może nie wiedzą, że to biskupi cieszą się przecież pełnią sakramentu kapłaństwa i od nich są zależni w wykonywaniu swej władzy zarówno kapłani, którzy także otrzymali święcenia na prawdziwych kapłanów Nowego Testamentu, by być skrzętnymi współpracownikami biskupów, jako też diakoni, którzy wyświęceni na ten urząd służą Ludowi Bożemu w łączności z biskupem oraz gronem jego kapłanów. Biskupi więc są głównymi szafarzami tajemnic Bożych, jako też kierownikami, krzewicielami i stróżami całego życia liturgicznego w powierzonym sobie Kościele (Christus Dominus 15).
Zresztą to nie pierwsze tego typu „wyskoki” tych kapłanów, którzy już niejednokrotnie miewali odmienne zdanie w kwestiach etycznych i moralnych niż głosi je Kościół i biskupi.
Dlatego jestem bardzo ciekawy jaka będzie reakcja ich przełożonych na takie zachowanie i wypowiedzi?
Zresztą nie ma się czemu dziwić. Jakich słów, postawy, zachowania można się spodziewać po „kapłanach”, którzy tak chętnie występują w antykościelnych mediach lub pisują w antyklerykalnych gazeta kich takich jak „Gazeta Wyborcza” czy „Tygodnik Powszechny”? To wiele tłumaczy. Tylko jeszcze raz pytam: GDZIE SA ICH PRZEŁOŻENI? Skoro można było tak szybko uciszyć ks. Natanka, to chyba można i wyżej wspomnianych. Chyba, że stosowane tu są jakieś podwójne standardy.
dk. Jacek Jan Pawłowicz
