Na razie państwa nie stać na finansowanie tej metody – rozwijał temat szef dyplomacji Radosław Sikorski. Przyznał przy tym, że sam wesprze projekt autorstwa posłanki Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Zakłada on tworzenie zarodków nadliczbowych, ich mrożenie i selekcję.

Bardziej dyplomatycznie, od szefa dyplomacji starał się wypowiadać marszałek Sejmu. Jego zdaniem państwo powinno refundować in vitro, ale nie zawsze. – Tylko w stosunku do tych, gdzie jest szansa, że się urodzą dzieci zdrowe i będą dobrze wychowane, i to wychowane na dobrych obywateli w przyszłości – zastrzegł. - Państwo ma prawo traktować wydatek z budżetu jako inwestycję – dodał.

To pytanie wywołało konsternację i pytanie wśród dziennikarzy. Co marszałek miał na myśli? - Takiej gwarancji może nie dać np. 80-letnia staruszka – tłumaczył swoją wypowiedź. Nie uniknął jednak komentarzy ze strony innych polityków.

– Żałuję, że marszałek Komorowski ma sprawę in vitro nie do końca przemyślaną – ocenił krakowski poseł Jarosław Gowin, autor jednej z ustaw dotyczącej regulacji spraw sztucznego zapłodnienia. Bardziej jednoznaczny w ocenie był wiceminister zdrowia Bolesław Piecha z PiS.

- Widać, że ma na temat in vitro małą wiedzę, chyba czerpaną z kolorowych czasopism – skomentował Piecha. – Jego wypowiedź wskazuje na to, że jest zwolennikiem selekcjonizmu – krytykował.

W punktowanie marszałka za kwestię in vitro udało się włączyć nawet kandydatowi lewicy Jerzemu Szmajdzińskiemu. - Chce sprawiać wrażenie, że jest otwarty na kwestie in vitro. Ale przecież projekty dotyczące in vitro leżą w Sejmie miesiącami – przypomniał.

mm/Rp.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »