W tygodniku "Sunday Telegraph" David Cameron napisał artykuł w którym ocenił, że Wielkiej Brytanii grozi to, że "unijne ustawodawstwo i biurokracja ją pogrążą". Dalsze zmiany w tym kierunku wymagać będą pełnego poparcia Brytyjczyków - zastrzegł.


- Według premiera wybór nie sprowadza się do tego, czy W. Brytania ma być w Unii, czy poza nią, lecz do tego, jakiej Unii chcą Brytyjczycy i jaki ma być model brytyjskiego członkostwa. - Bycie poza strefą euro (dla krajów takich, jak W. Brytania) nie oznacza, że Europy jest w nich za mało. Przeciwnie jest jej za dużo. Kraje takie ponoszą zbyt wysokie  koszty członkostwa, mają do czynienia z nadmierną unijną biurokracją i zbyt daleko idącą ingerencją w prerogatywy narodowych państw, społeczeństw lub osób prywatnych - zaznaczył, podaje portal Onet.pl.

 

- Całe dziedziny dotyczące zagadnień społecznych , czasu pracy i spraw wewnętrznych nie powinny być elementem unijnego ustawodawstwa i powinno się je z niego wyłączyć - dodał premier w artykule.

 

Ciekawe dlaczego nasz premier nie potrafi wyartykułować choćby minimum polskiej racji stanu i jej miejsca w strukturach UE. Obserwując politykę PO i premiera mam wrażenie, że jedynie co mu się chce i potrafi to dbać o własny interes z perspektywą na europejską karierę. Polska jest jednym z najwiekszych krajów w UE a traktowana jest przez struktury władzy unijnej jak chłopczyk na posyłki. Czy doczekamy się wreszcie mężnej postawy naszego reprezentanta? Jeśli nie, po co tkwić w ułomnych i szkodliwych przyjaźniach!

 

sm/onet.pl