Szokujące jest to, że ciało Anny Walentynowicz okazało się nie być jej ciałem. W wyjaśnianiu katastrofy ciągle skandal goni skandal?

 

- Co do sekcji zwłok, to nie jest to dla nas nowa wiedza. Od dłuższego czasu wiedzieliśmy, że tak było. Pierwsze takie pytania prowokowali już na samym początku śledztwa dziennikarze. Sama zapytałam prokuratora i usłyszałem odpowiedź: „A skąd my to mamy wiedzieć. Czekamy na dokumenty”. Oni bacznie słuchali tego, co mówiła pani minister Kopacz i liczyli, że te dokumenty kiedyś dostaną. Wszystkie kluczowe dowody zostały w taki sposób potraktowane. One będą powoli wychodzić na światło dzienne. Tak naprawdę wszystko do tej pory było zaniedbane.

 

Czy czeka nas 96 ekshumacji?

 

- Nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej. Choć 96 na pewno nie, bo kilka zostało już wykonanych. Kilka zwłok zostało również spopielonych. To będzie duże wyzwanie dla prokuratury i zobaczymy jak ona się tutaj zachowa.

 

Liczy pani, że to się kiedyś wszystko wyjaśni?

 

- Obawiam się, że najlepiej udokumentowane będą zaniedbania, których się dopuściły osoby odpowiedzialne za rzetelne wyjaśnienie całej katastrofy. Nie da się tego zamieść pod dywan, choć udało się już tym tematem zmęczyć społeczeństwo. Rząd ma spokój. Nieprawdziwa wersja, która jest w raporcie Millera została zaakceptowana przez władzę.

Mimo wszystko, jednak jakiś głos uznania dla prokuratury za to, że ujawniła całą sprawę, choć późno – należy się. Przyznała się ona otwarcie do błędu mimo słów krytyki. To jest ważne i liczę, że zacznie gromadzić dowody.

 

Ze strony rządu czujecie chłód?

 

- Chłód to jest delikatne słowo. To jest wyjątkowa arogancja. Oczekuję jako obywatel od państwa naprawdę rzetelności, wiarygodnego postępowania.

 

Co najbardziej panią bulwersuje?

 

- Prokuratura ogłosiła, że nie było gen. Błasika w kabinie pilotów, a przecież błąd kardynalny polegał na tym, że w raporcie Millera oparto wersję wydarzeń na tym, że wysokość odczytywał w kabinie gen. Błasik, ale nie słyszał go pilot Protasiuk. W związku iż rzekomo się nie słyszeli doszło do całej katastrofy. Jeśli jednak podważono obecność gen. Błasika w kokpicie to automatycznie raport Millera jest błędny. O czym my tu mówimy? Tam jest ogromna ilość błędów! Wytwarzanie tak nieautentycznych dokumentów jest dla mnie nie do pojęcia.

 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski