Marta Brzezińska: Wczoraj Stowarzyszenie Studenci dla Rzeczypospolitej, którego jesteś prezesem, podjęło decyzję o dołączeniu do strajku głodowego w obronie lekcji historii. Na początku powiedz, jak się czujesz?
Paweł Kurtyka: Zacznę od małego sprostowania – do strajkujących dołączę dziś po południu, ponieważ jako Stowarzyszenie Studenci dla Rzeczpospolitej zdecydowaliśmy o przyjęciu formuły rotacyjnej. Członkowie stowarzyszenia będą wspierać głodujących opozycjonistów zmieniając się co dwa dni. Wczoraj zaczął nasz skarbnik Sebastian Kęciek.
Skąd decyzja o przyłączeniu się do takiej formy protestu przeciw decyzji Ministerstwa Edukacji Narodowej?
Po pierwsze, jest to nasz wyraz solidarności z osobami które ten protest podjęły, które darzymy wielkim szacunkiem, z którymi wielokrotnie współpracowaliśmy. Mamy świadomość, że wiele środowisk, zrzeszających profesorów akademickich i nauczycieli liceów pisało listy, petycje nie tylko do ministerstwa, jeszcze w chwili gdy ministrem była Katarzyna Hall, także do Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska i innych organów w sprawie propozycji rozmów i ponownego przemyślenia założeń reformy. Nie odniosło to jednak żadnego skutku, żadnych realnych decyzji. Głodówka, mimo że jest formą skrajną, to chyba jedyny sposób na zwrócenie uwagi rządu na ten problem. Protestujący otrzymują bardzo dużo wyrazów wsparcia od środowisk nauczycielskich, m. in. w dniu wczorajszym odebrali list poparcia podpisany przez ponad czterdziestu pedagogów z VIII LO w Krakowie. Wiele środowisk się z tą reformą nie zgadza. W obliczu obojętności rządu na te wszystkie głosy, strajk głodowy jest chyba jedynym, co pozostało.
Rozumiem, że będziecie go kontynuować aż do skutku, aż Ministerstwo przynajmniej podejmie rozmowy w kwestii nieszczęsnej reformy?
Tak jest. Celem strajkujących są rozmowy, ale przede wszystkim zawieszenie wprowadzenia w życie rozporządzenia Ministerstwa Edukacji Narodowej odnośnie do zmian programowych. Czekamy na reakcję.
Skąd takie działanie rządu, które przecież w gruncie rzeczy jest antypolskie? Ograniczanie lekcji historii jest przecież wbrew zdrowej polityce historycznej, zmierza chyba jedynie do ogłupiania młodego człowieka, który i tak niewiele wie o polskiej historii.
Sam chciałbym wiedzieć skąd to się bierze, zupełnie tego nie rozumiem. Zarówno historia i literatura to kościec kulturowy, który każdy młody Polak powinien nabyć po ukończeniu szkolnictwa o profilu ogólnokształcącym. Dotychczas tak było, chociaż wiadomo, że poziom nauczania w liceach obniżał się z roku na rok, jak sugeruje część ekspertów, skutkiem wprowadzenia gimnazjów, i trzeba było coś z tym zrobić. Jednak zmiany nie poszły w kierunku podniesienia poziomu. De facto działanie Ministerstwa Edukacji sprowadziło się do wykreślenia części przedmiotów, lub ograniczenia liczby godzin ich nauczania po to, żeby było mniej pracy. Pytanie należy zadać politycznym decydentom. Jedno jest pewne- reforma jest szkodliwa dla młodych Polaków.
W takim układzie, jakie będą skutki takiego działania?
Dla osób młodych, kończących licea, lekcje historii to często ostatnia szansa w życiu na kontakt z przedmiotami humanistycznymi. Poziom wiedzy o Polsce, jej historii, o sytuacji, w jakieś się znajdowała i znajduje jest niewielki. Dostrzegając ten problem i wychodząc mu na przeciw, między innymi w tym celu powołaliśmy nasze stowarzyszenie. Było to jeszcze przed pojawieniem się propozycji zmian! Trzeba nadmienić, że konsekwencją polityki MEN, jest to, że na lekcjach historii nauczyciele nie nadążają z programem, nie ma czasu, żeby dotknąć okresu PRL, czyli tematów kluczowych dla zrozumienia obecnej sytuacji Polski. W moim liceum ogólnokształcącym w Krakowie nie miałem okazji, żeby uczyć się o PRL, skończyliśmy na II wojnie światowej. Dalsze ograniczanie tego przedmiotu to droga donikąd. Historia pozwala nam umiejscowić siebie w Europie, w jej kulturze. Jest powodem do naszej dumy, ale też refleksji. Jest jedynym źródłem pozwalającym na odnalezienie naszej tożsamości narodowej. Pozwala nam patrzeć na nasz kraj w inny sposób niż np. poprzez porównania z innymi. Przykładowo fakt, że u nas są gorsze drogi, stan gospodarki itd., niż w krajach Europy zachodniej, wynika również z przyczyn historycznych, sięgających planu Marshalla, który komunistyczna władza w Polsce odrzuciła. Gdy młody człowiek tego nie rozumie, może dochodzić do błędnych wniosków w stosunku do własnego państwa i narodu. Należałoby temu przeciwdziałać, a nie pogłębiać niewiedzę.
Rozmawiała Marta Brzezińska

