Laudacyjny artykuł Łuczewskiego przede wszystkim pokazuje nam Girarda jako teologa i myśliciela katolickiego - nie antropologa oderwanego od swojej wiary. Widzimy w nim nie tylko diagnostę współczesności, ale także tego, który przynaje się do błędu wobec wiary i Kościoła. Chodzi o odrzucenie Listu do Hebrajczyków, którego 10 rozdział interpretował on jako nieewangeliczny, ponieważ uważał, że samkcjonuje wymaganie przez naszego Boga krwawej ofiary. Girard ten sąd określił później jako swój "ostatni i anty-chrześcijański argument".

Niestety ani ten artykuł, ani wywiad z Rene Girardem nie wyczerpują ciekawosci czytelnik, choć znakomicie ją podrażniają. W szczególności dotyczy to tekstu Agnieszki Burakowskiej "Przemoc naszej sprawiedliwości", gdzie znaleźc można formuły, które mniej wyjaśniają, ale zachęcają do dalszych poszukiwań. Jeśli bowiem Rene Girard jest miałby być ojcem Kościoła, to jak rozumieć zdanie: "Pokonanym szatanem jest nieuświadomiony mechanizm prześladowczy, trzymający ludzi w żaleznym uścisku, natomiast "okup" polega na obanżeniu i uwolnieniu z ofiarniczego przymusu." Czy szatan zatem jest tylko figurą jakiejś struktury? jak to pogodzić z zupełnie innym postrzeganiem jego osobowości w Kościele, ale też przecież jak się zdaje w innych miejscach tekstów Girarda? Czy ta rysa sekularyzacyjna (mechanizm za miast upadłego anioła) jest u samego Girarda rysą nowoczesnej skazy, czy tylko u autorki tekstu. Tego niestety nie wiem. Myśle jednak, że mam ochotę rzecz sprawdzić.

Zapewne warto zachęcić do lektury tekstów poświęconych analizie poglądów Erika Petersona i Josefa Ratzingera na kwestię narodową, jednak chciałbym zwrócić uwagę na tekst Thomasa Ryby ("Mimezis negatywna i optyka antychrysta"), w którym znaleźć można znakomitą analizę zjawiska hipokryzji, czy też obłudy. Poczynając od jego źródłosłowu, który wywodzi się z antycznej tragedii. Jednak cztery stopnie hipokryzji opisane przez autora dają każdemu możliość przejrzenia się w nich jak w lustrze.

Pierwszy polega na pozornej lub powierzchownej sprzeczności pomiędzy zachowaniem osoby a tym co zdaje się być jej wewnętrzną naturą. Drugim rodzajem obłudy jest fałszywa świadomość. Stanowi ona też jak pisze Ryba "najmniej szkodliwy rodzaj hipokryzji". Oscar Wilde o tym jej rodzaju mówił, że "jest hołdem, jaki występek oddaje cnocie". Obłudzie tej ulegają ludzie słabi, którzy przez udawanie dobroci chcą okazać respekt dla panującego pożądku moralnego. Wreszcie jest czwarta z odmian obłudy. Obłuda diaboliczna. Warto zacytować fragment artykułu:"Prawdziwie diaboliczni obłudnicy to ci, którzy decyduja się udawać cnotę z zamiarem czynienia zła." Jezus w Ewangeliach nazywa ich wilkami w owczej skórze. Warto spojrzeć na siebie, ale i na świat wokół - czy rozpoznajemy w sobie te znaki hipokryzji?

Thomas Ryba także zauważa wychwycone w tekście Burakowskiej dwuznaczne podejście Girarda do szatana. Umacnia wątpliwość, czy nie jest to jednak uwikłanie w nowoczesne, desakralizujące formuły. Szczególnie gdy odmawia szatanowi osobowści i bytu określając go jako samą negatywność. Owszem grzech jest samą negatywnością, ale szatan nie - on zaprzeczył temu kim jest, ale najpierw musiał być, musiał sie zbuntować, stac się przeciwnikiem. Warto przeczytać cały tekst, ponieważ pytanie kim jest szatan nie jest tylko pytaniem retorycznym, ale pozwla nam zrozumieć naturę zła i naszego w nie uwikłania.

Tomasz Rowiński

"Czterdzieści i cztery", nr 6/Ostatnie lato 2013, 248.