Zacząć to omówienie wypada od tekstu Jareckiej, bo jest on doskonałym przykładem „medialnego montażu”. Czytelnik może się z niego dowiedzieć, że słowo „winne jest skandalem”. Dlaczego? „Dziewczyny nie atakowały wiernych. Modliły się o polityczną zmianę” - przekonuje publicystka. I gdybym nie wiedział, co rzeczywiście wydarzyło się w Soborze Zbawiciela, to może bym się nawet nad dziewczętami użalił. Ale ja niestety to wiem. Otóż panie wtargnęły do świętego miejsca dla prawosławnych i tam odśpiewały wulgarną (słowo g..., bynajmniej nie modlitewne, powtarzało się tam tam wielokrotnie) i bluźnierczą piosenką punkową. Modlitwy było w tym tyle, ile u Adama Michnika jest Magisterium Kościoła. I każdy, kto zajmował się tą sprawą o tym wie. Sugerowanie więc, że dziewczyny połączyły „kulturę prawosławia i kulturę protestu” jest ponurym żartem.
Wojciech Sadurski przyznaje to zresztą otwarcie. Jego zdaniem bluźnierstwa w cerkwi są OK. „Jasne, tańcowanie w cerkwi nie jest godne pochwały. Ale wybór miejsca przez protestujące kobiety nie był przecież przypadkowy. Nie tylko dlatego, że w Rosji mało jest sfer publicznych, gdzie można skutecznie zaprotestować przeciwko władzy. Ale przede wszystkim dlatego, że Cerkiew stoi murem za Putinem, wspierając go w wyborach, a zatem tworzy jednolity, duszny system autorytarnej opresji” - podkreśla Sadurski. I choć nie zamierzam polemizować z oceną sytuacji w Rosji, ani z rolą jaką odgrywa w tym systemie patriarchat, to w niczym nie zmienia to faktu, że świątynia, narodowe rosyjskie sanktuarium nie jest miejscem do bluźnierstwa, nawet jeśli dokonywane jest ono w imię szczytnych celów.
I dlatego trzeba jasno powiedzieć, że kara dla Pussy Riot była słuszna. Możemy spierać się, o to, czy jest ona adekwatna, możemy dyskutować, czy kobiety zostały skazane za bluźnierstwo czy za polityczne wypowiedzi, ale nie da się dyskutować na temat ich niewinności. Bo one winne zwyczajnie są. Bluźnierstwo nie jest zabawą, a chrześcijan nie powinno się bezkarnie obrażać.

