Kim był dla pana Jan Paweł II?

 

- Nie jestem człowiekiem religijnym, ale nie mogę powiedzieć, że jestem ateistą. Jan Paweł II był dla mnie niesłychanie ważną postacią. Był Polakiem, który zajmował istotne miejsce w życiu publicznym. Interesowały mnie jego opinie o współczesnym świecie. Zarówno te, które były diagnozami, jak i te, które miały normatywny wyraz. Z racji mojego zawodu, interesowało mnie szczególnie to, co dotyczyło spraw społecznoekonomicznych. Czytałem wszystkie encykliki, które ich dotyczyły. To był człowiek, który akceptował kapitalizm, ale stawiał mu pewne warunki. To jest mi bliskie, bo mam przekonanie, że nie ma globalnej alternatywy dla kapitalizmu, gdzie jest rynek i prywatna własność jako dominujące elementy. Z drugiej strony są wady, które wymagają podpórek. Jako ekonomista myślę o nich dosyć konkretnie, Jan Paweł II mówił o nich w kategoriach wymagań; co powinno być spełnione, aby były akceptowane z punku widzenia pewnego katalogu wartości, które wynikają z wiary. To było mi bliskie. Z jednej strony był też człowiekiem umiarkowanym. Jego stosunek, do ludzi rządzących był nacechowany pewnym realizmem. On stawiał wymagania i wspierał.

Nie kryję też, że jego ostrego rygoryzmu w sprawach obyczajowych, jak kwestia przerywania ciąży, nie potrafiłbym zaakceptować. Pamiętam jak Jan Paweł II domagał się, aby kobiety po wojnie w Bośni i Hercegowinie rodziły dzieci po gwałcie. To jest moja, granica, której nie potrafię zaakceptować. W innych sprawach był wielkim człowiekiem. Myślę, że trwają skutki jego pontyfikatu.

 

Spotkał się pan z Ojcem Świętym osobiście?

 

- Nie. Gdy były takie plany jeszcze przed 1990 r. i istniała potencjalna szansa, to nie było mnie w kraju. Gdy był w Sejmie, to mnie już w nim nie było, bo przegrałem wybory. Byłem na Mszy świętej na stadionie 10-lecia. Słuchaliśmy homilii, która był dla wszystkich ludzi.

 

Czy Jan Paweł II w jakimś stopniu zbliżał pana w kierunku Boga?

 

- To jest sprawa bardzo delikatna. Byłem w młodości człowiekiem bardzo wierzącym, praktykującym. Swoją religijność przegrałem w dyskusjach z moim przyjacielem szkolnym, który był ode mnie lepiej wykształcony. Może jakbym był mu wtedy równy to by to inaczej wyglądało? Bliska jest mi do dziś formuła - powiedział bym - bardziej mistyczna. Papież jest natomiast szefem gigantycznej instytucji, która jest sprecyzowana i skodyfikowana...

 

...dla mnie jest to wspólnota wiernych.

 

- Byłem w swoim życiu również przez lata ministrantem i dostąpiłem różnych zaszczytów. Jednak nie natrafiłem na dobrą wspólnotę. Księża tam byli nieciekawi. Ciekawą wspólnotę, również na poziomie aktywności społecznej odczuwałem tu gdzie teraz mieszkam, gdzie przez lata proboszczem był ks. Kantorski.

 

Czyli w Podkowie Leśnej.

 

- Tak, miałem z ks. Kantorskim sporo kontaktów, ceniłem go. Takie stowarzyszenie legalne choć opozycyjne o nazwie „Reforma i Demokracja” zakładaliśmy w 1987 r. w salce katechetycznej za jego zgodą. Chodzę do dziś na różne imprezy i wystawy, które parafia organizuje.

 

Czyli jest pan takim świeckim parafianinem.

 

- Trochę tak. Nie tak aktywnym nawet jakbym chciał, bo brakuje czasu. Ksiądz przychodzi do nas po kolędzie i jest to okazja do rozmów o sprawach trochę religijnych, trochę społecznych. Choć nie przyszedł do nas w tym roku.

 

Życzę więc panu miłego przeżycia Świąt Wielkanocnych.

 

- Również, życzę panu wszystkiego najlepszego. Święta są u nas bardzo obchodzone. Bardzo dbam o tradycję świąt, a żona się nie sprzeciwia.

 

Czyli spędza pan święta po Bożemu.

 

- Po Bożemu. Choć rodzina nie jest religijna, ale taka, która lubi tradycję.

 

Ze święconką?

 

- Tak.

 

 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski