„Czy bycie singlem to grzech?” - takie prowokacyjne pytanie zadałam kilka tygodni temu zaprzyjaźnionemu z redakcją portalu Fronda.pl kapucynowi, br. Marcinowi Radomskiemu OFM Cap. I wywołałam niemałe zamieszanie. Oczywiście, nie miałam żadnej intencji, by „dowalać osobom samotnym”, jak to co niektórzy odebrali, a jedynie zastanowić się nad tym, dlaczego tak się dzieje, że niektórzy wybierają życie w pojedynkę, a niekoniecznie są w nim szczęśliwi (choć często oszukują samych siebie, że jest inaczej).
Trudno mi polemizować z każdym czytelnikiem, który wykazał się wyjątkową nieumiejętnością zrozumienia czytanego tekstu, ale do komentarza Małgorzaty Bilskiej czuję się zobowiązana odnieść, gdyż od pani doktorantki (sic!) oczekuje się opanowania tej podstawowej sztuki. Bilska, publicystka jezuickiego portalu Deon.pl (co nie przeszkadza jej jednocześnie publikować na skrajnie antykatolickim portalu Tomasza Lisa Natemat.pl) zarzuciła mi „mizerną wiedzę”, „tendencję do upraszczania” i „zapał radykała” (za to ostatnie szczerze dziękuję, traktuję to bowiem jako komplement). A wszystko dlatego, że rozmawiałam z br. Radomskim o singlach.
„Na tle innych katolickich mediów wywiad Brzezińskiej (studentki dziennikarstwa), to niemal kpina z odbiorców. Szkoda - generowanie łatwych ocen może wejść w nawyk” - napisała pani Bilska w tekście pt. „Singiel według Frondy”. (Na marginesie dodam specjalnie dla pani doktorantki, że nie jestem już studentką dziennikarstwa, a jeśli już tak koniecznie musimy posługiwać się jakimś tytułem, to proszę o zwracania się do mnie „pani magister teologii”).
„Naukowcy badają to zjawiska od dawna, informacji jest dużo. Jeśli autorka definiuje singla jako osobę, która "po prostu NIE chce wchodzić w relacje" (pisownia oryginalna), jest "trudna w kontaktach z innymi i nie chce/nie umie nad tym pracować" to obnaża własną ignorancję” - pisze pani Bilska całkowicie wyrywając z kontekstu moje pytania. Wszak to nie ja podjęłam się w wywiadzie definicji singla, a zapytałam o nią brata Radomskiego. Stwierdzenie, które przytacza pani socjolog pada już po definicji podanej przez zakonnika i jest jedynie jej uściśleniem. „Jej ukoronowaniem (moje ignorancji – przyp. M.B.) było ostatnie pytanie, w którym myli singlowanie i konkubinat” - i tu znowu pani Bilska mija się z prawdą, wyrywając moje pytanie z kontekstu (gdyby pani socjolog zechciała łaskawie przeczytać cztery poprzednie pytania, w których powoływałam się na twórców pewnej kampanii społecznej przekonujących, że życie w konkubinacie przypomina raczej singlowanie niż bycie z kimś w relacji, to wiedziałaby, że nie jest to moja opinia).
Dalej pani Bilska zarzuca mi, że wykorzystałam niewiedzę br. Radomskiego w materii singlostwa do narzucania jemu i czytelnikom swoich tez, do „zachęcania” zakonnika do wniosków, które by mnie „zadowoliły”. Nie wiem, jakie pojęcie ma pani socjolog na temat robienia wywiadów (wnioskując po lekturze jej wywiadu z Natemat.pl niekoniecznie wielkie), ale zadawanie pytań, a nawet przytaczanie w nich czyichś opinii i prośba o skonfrontowanie się z nimi rozmówcy ma naprawdę niewiele wspólnego z narzucaniem swoich tez. Jakkolwiek, rozpoczynając rozmowę z br. Radomskim nie siadałam do niej z jakąś z góry wybraną tezę – zadałam na początek, przyznaję, prowokacyjne nieco pytanie, a potem dyskusja toczyła się już sama. Dla pani Bilskiej dodam, że nie daję swoim rozmówcom (także br. Radomskiemu) klucza z odpowiedziami, jakich mają udzielać na moje pytania.
Sęk w tym, że pani socjolog, która zarzuca mi ignoranctwo sama wykazała się nim w rażący sposób. Cały problem polega na tym, że patrzymy na problem z perspektywy dwóch różnych dziedzin nauki – pani Bilska z perspektywy socjologii, ja – uwzględniając aspekt moralny problemu, więc powoływanie się na socjologiczne definicje w kontekście dyskusji teologicznej, czy coś jest grzechem bądź nie, jest co najmniej niestosowne. Poza tym, pani Bilska powołuje się na definicję singla, zgodnie z którą jest nim „osoba stanu wolnego między 25 a 50 (czasem 40.) rokiem życia”, co jest przykładem rażącej naiwności. Ja z br. Radomskim nie rozmawiałam o czterdziestolatkach, którym „nie wyszło”, bo nie znaleźli swojej drugiej połówki i są z tego powodu nieszczęśliwi. Rozmawialiśmy o młodych ludziach (max. do 30 roku życia), którzy świadomie decydują się na życie w pojedynkę, bo tak jest im po prostu wygodniej. Może czasem wchodzą w jakieś przelotne relacje, ale nigdy nie są one trwałe. Nie wiem, jak się takie zjawisko definiuje w socjologii, bo socjologiem nie jestem, ale nie zmienia to faktu, że dostrzegam taką tendencję także wśród niektórych moich znajomych. Pani Bilska natomiast po raz kolejny mija się z prawdą, pisząc: „Współczesna kultura promuje model związku oparty na romantycznej, pięknej miłości”. Otóż nie, współczesna kultura promuje raczej model niezależnego, wykształconego osobnika, który wcale nie potrzebuje nakładać na siebie ograniczeń związanych z wstępowaniem w trwałą relację z drugą osobą. I nie ma co się łudzić, że takie promowanie nie uderza w jakiś sposób w rodzinę, czego stara się (z mizernym skutkiem) dowieść pani Bilska.
„Czarno - biały podział na te/tych, których "nikt nie chciał" (samotność z przymusu) - oraz tych, co "nikogo nie chcieli" (z perfidnego wyboru), jaki znajdujemy w wywiadzie Brzezińskiej, to fikcja. Dziwi, że tak uproszczone sądy forsuje wykształcona, młoda, świecka kobieta, której świat zwyczajnych relacji nie powinien być obcy” - pisze publicystka Deon.pl i Natemat.pl.
Jeszcze raz chciałam wyraźnie podkreślić, że nie dzielę świata jedynie na czarny i biały. I tak, jak nie potępiam wcale osób, których „nikt nie chciał”, tak nie mam nic do tych, co „nikogo nie chcieli”, jednocześnie pamiętając, że jest to problem złożony, przy którego omawianiu trzeba by uwzględnić pojedyncze przypadki. Nie wszyscy muszą wstępować z w związki małżeńskie, tak, jak nie wszyscy muszą żyć w pojedynkę. Ciekawe jest jednak to, jakimi motywacjami kierują się osoby, które podejmują taką, a nie inną decyzję o swoim życiu. Bo jeśli wynika to jedynie ze skrajnie pojętego egoizmu, to wchodzimy na delikatną płaszczyznę, o której – jak zauważył brat Radomski – można mówić w kontekście grzechu. A od tego już socjologom wara.
Marta Brzezińska

