Nowy plan rządowy zakłada, że lekcje edukacji seksualnej będą zaczynały się już dla dzieci od 5-ego roku życia, także w szkołach religijnych. Będzie można z nich zrezygnować, jednak do czasu. Ed Balls, sekretarz do spraw dzieci, szkół i rodzin, oświadczył, że do 16-ego roku życia, absolutnie każdy uczeń musi mieć za sobą rok kursu. Oznacza to, że najpóźniej na lekcje będzie musiał przez rok pochodzić piętnastolatek, którego rodzice dotąd tego nie chcieli.
Nowe prawo zmusza więc szkoły religijne do organizowania kursów dla uczniów na temat homoseksualizmu i antykoncepcji, bez odnoszenia się do wartości chrześcijańskich. Gerald Warner, felietonista „Daily Telegraph”, nazwał to „zwyczajnie cyniczną metodą wprowadzania anty-chrześcijańskich wartości do szkół wyznaniowych”.
Według Ballsa, szkoły mogą przecież uczyć o nierozerwalności małżeństwa czy o tym, żeby nie rozpoczynać życia seksualnego przed ślubem. – To samo dotyczy homoseksualizmu – mówi. – Niektóre wyznania mają swoją wizję tego co dobre i co złe, ale to czego nie mogą nauczać, to zaniechania tolerancji.
Mike Judge z Chrześcijańskiego Instytutu nie zostawia suchej nitki na pomysłach rządu. – To przerażające. Rząd nie jest bezpośrednio odpowiedzialny za edukację dzieci, ale rodzice. Przecież oni nie tracą kontroli wychowawczej nad swoimi dziećmi, kiedy te ukończą 15-ty rok życia - mówi. – Według tego prawa, w Wielkiej Brytanii nie ma miejsca na piętnastolatka, który nie wie jak się zakłada prezerwatywę. Musimy z tym skończyć, a nie czynić obowiązkowym – dodaje.
JaLu/Lifesitenews.com
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




