Jakby ksiądz biskup skomentował, że według badań 79 proc. Polaków popiera zapłodnienie in vitro dla niepłodnych małżeństw?

 

- To jest bałamucenie ludzi i przekonanie, że im wyższe słupki tym większa racja. Sprawy moralne, a do takich należy kwestia in vitro nie podlegają głosowaniom. Ilość opowiadających się z tego typu sprawami nie tworzy norm etycznych. Trzeba ludzi wychować, pokazać im rację, przekonać.

 

Kościół jest za mało aktywny w tym przekonywaniu?

 

- Aktywny jest, ale mało skuteczny. Trzeba po prostu pokazać cały mechanizm, a to nie jest łatwe. To jest dzisiaj cywilizacyjna pomyłka ludzi, którzy uważają, że można świat skonstruować na nowo.

 

Jest w Licheniu instytut naprotechnologii, akceptowany przez Kościół, który skutecznie pomaga bezpłodnym małżeństwom, ale wiedza o jego istnieniu się nie przebija.

 

- Cóż to jest Licheń w stosunku do całej Polskę, gdy tysiące innych ośrodków mówi ciągle co innego. Rozmawiałem wczoraj z pewną Niemką, która powiedziała mi, że tradycyjne małżeństwo jest w odwrocie, zanika i trzeba się zająć tym co jest czyli, że powstają związki partnerskie, jednopłciowe i coś z tym trzeba zrobić. Dobrze, że nie powiedziała jeszcze, że trzeba to wszystko uznać. Jeśli ktoś popełnia przestępstwo, kradnie to nie musi się to stać normą moralną, i że trzeba na to pozwalać. Nie naprawiamy Pana Boga.

 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski