„Robert Biedroń jest najprzystojniejszym facetem, jakiego znam, a Anna Grodzka jedną z najbardziej kobiecych kobiet, której uśmiech zaprasza, by szarmancko całować jej dłoń. Uwielbiam gejów za to, że okazują mi przyjaźń i serdeczność w sposób, na który heterycy nigdy by sobie nie pozwolili, pomni, że każdy samiec jest rywalem. Kocham wszelkie LGBT, bo poszerzają horyzonty możliwych relacji między ludźmi i rozpalają wyobraźnię. To dzięki nim zdolny jestem wierzyć, że ludzkie życie jest bogatsze i bardziej subtelne, niż jedyna znana mi z autopsji hetero-nuda poskromionych przez kobiety samców” - pisze Hartman na swoim blogu w portalu tygodnika Polityka.

 

A dalej zachwala uroki biseksualizmu. „Ja już nigdy nie zapadnę w uścisku nagich męskich ramion, nie poczuję rozkosznego drapania trzydniowego zarostu kochającego chłopca. Szkoda gadać – zdeprawowany i erotycznie ułomny nawet rękę niechętnie mężczyznom podaję. Taki to już jestem niedorozwinięty, taki połowiczny. Ale choć sam już nie mogę, nie zamierzam być jak ten pies ogrodnika. Niechaj młodzież dzisiejsza dostanie to, czego nam, starszym, wzbroniono! Uczmy ją kochać na prawo i na lewo, gładkie i szorstkie, wklęsłe i wystające. Chowajmy naszą polską młodzież od małego biseksualnie, na bogato, z fantazją, boć to szczęście nic nie kosztuje! Ogłaszam świętą krucjatę powszechnej miłości na wszystkie strony, narodową bi-manię, karnawał uścisków chłopców z dziewczętami, chłopców z chłopcami, dziewcząt z chłopcami i dziewcząt z dziewczętami! Och, migdalcie się młodzi, migdalcie, a my sobie chociaż popatrzymy!” - napisał Hartman.

 

Takiej sympatii, jak dla ciał Biedronia i Grodzkiej, a także dla zboczeń seksualnych nie odczuwa jednak krakowski filozof do tradycji religijnej. Ona dla niego jest „ponurym semickim przesądem”. „Czy długo jeszcze mamy być zakładnikami na wpół dzikich pasterzy Lewantu, z trudem odróżniających posiadanie kobiety od posiadania owcy, ważących każdą kroplę bezcennej spermy wagą złota i żądnych całkowitej kontroli nad prokreacją swoich domowników i sług? Ponure semickie przesądy z odmętów pradziejów jak morowe powietrze rozwiały się po świecie wichrem dziejów. Quousque tandem?” - pyta.

 

W egzegezie zaś tego rzekomo żartobliwego tekstu Hartman wyjaśnia, że on rzeczywiście uważa, że biseksualizm daje więcej niż normalność. „Ogólnie satysfakcja z życia erotycznego nie zależy od orientacji seksualnej. Wydaje mi się jednak, że ktoś, kto się wychował na bycie biseksualistą, może czerpać większą satysfakcję z seksu niż ci o "jednostronnej" orientacji” - mówi portalowi naTemat.pl. A dalej przekonuje, że księdza, który przypomina oczywistą dla wierzącego chrześcijanina prawdę o tym, że akty homoseksualne są grzechem należy wyrzucić z wilczym biletem ze szkoły. „Zdarzają się przypadki, gdy ksiądz w szkole w zawoalowany sposób uświadamia uczniom, że homoseksualizm jest zły. Taki ksiądz powinien być natychmiast zwolniony i mieć wilczy bilet na uczenie dzieci. Minimalnym wymogiem, jaki stawia się przed rządem, jest zaprzestanie siania homofobii wśród dzieci” - wyjaśnia.

 

I niestety to nie są – jak w przypadku Biedronia i Grodzkiej – żarty. Hartman naprawdę tak myśli, i naprawdę chce nie tylko promować zboczenia, których sam – jak przyznaje – nie zaznał, ale i odebrać chrześcijanom prawo nauczania własnej religii.

 

TPT/Polityka.pl/naTemat.pl