Polska staje się krajem nierównych szans i zarobków. Przepaść między bogatymi a biednymi rośnie z dnia na dzień. Niektóre regiony Polski jak Śląska, podkarpacie pustoszeją, gdyż ludzie uciekają za granicę w poszukiwaniu normalnej pracy czyli godziwych zarobków. W Warszawie zarabia się nie średnią krajową ale około 2500 zł na rękę za 40 godzin pracy. To przeraża. Dlatego Piotr Duda ma rację, uważając, że ludzie wyjdą za niedługo na ulicę: "Przyjdzie taki czas, że ludzie wyjdą na ulice.  Bogaci sądzą, że nikt ich nie znajdzie za ich murami, którymi się otoczyli. Czują się bezpiecznie i nie chcą się podzielić dobrami. Ale biedni ich znajdą - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

 

Duda mówi również o podwyższeniu wieku emerytalnego przez premiera Tuska: "Sejm, odrzucając nasz wniosek o referendum emerytalne, poparty dwoma milionami podpisów, pokazał, jak poważa związki. W Polsce demokracja kończy się w dniu wyborów. Później zaczyna się czteroletni dyktat partii, która zdobyła większość (...) Po prostu Unia Europejska, a właściwie kanclerz Angela Merkel, postanowiła, że trzeba podwyższać wiek emerytalny, i nasz premier to wprowadził. Tyle że warunki pracy niemieckiego robotnika i polskiego są nieporównywalne - ocenia przewodniczący "Solidarności".

 

Dziś nikt nie traktuje poważnie nauczanie katolickiej nauki społecznej, która mocno akcentuje sprawiedliwe rozdystrybuowanie dóbr materialnych. Trudno znaleźć pracodawcę, który ma na uwadze dobro człowieka, zamiast tego wymaga się od niego niewolniczej pracy. Ciekawe czy w Polsce będziemy mieć sytuację podobną do tego co zdarzyło się w Grecji?

 

sm/Rzeczpospolita