Organizacja postawiła sobie ambitny cel: do 2025 roku przynajmniej rozpocząć tłumaczenie Biblii na 2200 języków, które nie posiadają jeszcze własnej wersji Słowa Bożego. W tym celu szukają filologów, tłumaczy, teologów i nauczycieli, którzy byliby chętni z nią współpracować.

Jednak czy jest sens tłumaczenia Pisma Świętego na języki, którymi potrafią porozumiewać się jedynie nieliczni? Czy nie lepiej, zamiast tego, uczyć ludzi popularnych języków, takich jak angielski, czy francuski? Protestanci twierdzą, że nie. I w swoim niemieckim periodyku "Welt der Schrift" ("Świat Pisma") podają przykład Kamerunu: do czasu, aż przetłumaczono Biblię na języki lokalne, mieszkańcy tego kraju myśleli, że Bóg ukazał się Mojżeszowi pod postacią płonącego lasu ("bush", czyli po angielsku krzak, rozumieli jako "busz"). To zapewne nie jest jedyne nieporozumienie, jakie wynika z braku tłumaczeń na języki bliższe czytelnikowi.

Organizacja Wicliffe International została założona w 1942 roku. Nosi imię po Janie Wicliffie, który w XIV wieku jako pierwszy przetłumaczył Pismo Święte na język angielski. Jest także uznawany za jednego z prekursorów reformacji. Z Wicliffe International współpracuje obecnie ok. 5 tysięcy osób na całym świecie.

 

sks/Kath.net/Wycliffe.net

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »