Załóżmy, że znajduje się Pan w takiej sytuacji, jak dziennikarze podczas konferecji prasowej, na której prokurator do siebie strzela. Włącza Pan kamerę?

 

Teoretyzując, oczywiście jestem dziennikarzem, który w takiej sytuacji nigdy nie włączyłby kamery czy mikrofonu. Z drugiej strony – odwołując się do tej konkretnej sytuacji - sam płk Przybył następnego dnia zaczął udzielać wywiadów, więc – choć trudno tu ferować jakieś sądy – chyba sam chciał, żeby sprawa nabrała takiego rozgłosu. Wprawdzie, nie mogę sobie wyobrazić, jak człowiek, który targa się na własne życie, tak ochoczo udziela wywiadów już dzień po tragicznym wydarzeniu. Zawsze wydawało mi się, że podejmowanie prób samobojczych to kwestia bardzo głębokiej depresji, czy w każdym bądź razie - przeżycia bardzo wewnętrznego, którym raczej niechętnie człowiek dzieli się z innymi. Z drugiej strony, skoro płk Przybył już następnego dnia tak ochoczo udzielał wywiadów, to być może wcale mu nie przeszkadzało, że nieco wcześniej ci sami dziennikarze pokazywali niemal na żywo jego próbę samobójczą.

 

Abstrahując od samego płka Przybyła, którego zachowanie – rzeczywiście, rodzi wiele wątpliwości – to zachowanie większości reporterów chyba całkowicie przeczy idei dziennikarstwa?

 

Wydaje mi się, że rozpatrywane akurat tego jednego przypadku, tego konkretnego, z punktu widzenia etyki dziennikarskiej, czy media powinny być bardziej, czy mniej dociekliwe, jest nieco przeciwskuteczne. Po prostu mało wiarygodna wydaje mi się ta próba samobójcza, więc trudno używać w komentarzach ciężkich kwantyfikatorów i krytykować dziennikarzy za to, co zrobili. Wolałbym, żeby media w tej sytuacji były bardziej dociekliwe, ale nie w takim sensie, aby pokazywać krew i sensacyjne zdjęcia, ale raczej przeanalizować szczegółowo sytuację, w której człowiek robi konferencję prasową, wydaje się stanowczy i dość spokojny, potem usiłuje popełnić samobójstwo, a na drugi dzień udziela wywiadów. Ta sekwencja zdarzeń wydaje mi się mało wiarygodna i pod tym względem oczekiwałabym dużej dociekliwości dziennikarskiej.

 

Ale jakkolwiek nie zachowywałby się potem płk Przybył, czy udzielałby wywiadów, czy też nie – przecież ci dziennikarze nie mogli przewidzieć, w jakim będzie stanie następnego dnia – chyba powinni najpierw rzucić się na pomoc, a nie chwytać za kamery.

 

Bardzo trudno jest mi uruchomić swoją wrażliwość akurat na tym konkretnym przykładzie, który przecież mocno jest w tle naszej rozmowy. Gdybyśmy mówili in abstracto, co powinien zrobić dziennikarz, kiedy widzi upadajacego człowieka, to logiczne, że powinien mu pomóc, a dopiero potem robić materiał. Nie ma wątpliwości, że każdy chrześcijanin kierując się miłością bliźniego musi najpierw pomagać ludziom a potem wykonywać swój zawód. Jest pewna hierarchia wartości, w której wykonywanie zawodu jest na drugim miejscu w stosunku do ratowania drugiego człowieka.

 

Hierarchia wartości, która wynika z bycia człowiekiem, niekoniecznie chrześcijaninem.

 

Oczywistym jest – jeśli nie jest się hieną dziennikarską – że najpierw trzeba pomagać, a potem włączać kamerę. Jednak w roli reporterów zwykle wysyła się młodych dziennikarzy, dla których każda kolejna konferencja prasowa to jest jakaś szansa na zaistnienie. Kiedy pada taki strzał, to dla nich jawi się on jako pewna możliwość, tak są po prostu ukształtowani.

 

Czyli to w dużej mierze kwestia kształcenia dziennikarzy. Ale chyba również redakcji, w których pracują... .

 

Tak, są jeszcze dwie inne sprawy, które mogą stawiać reporterów w niezręcznych sytacjach i to w odniesieniu do spraw zdecydowanie mniej dramatycznych, niż próba samobójcza. Często jest tak, że dziennikarz ma narzuconą przez redakcję czujność w danej sprawie – redakcja, wysyłając go na miejsce wydarzenia, czasem wprost mówi, że oczekuje od niego jakiejś sensacji. Druga sprawa jest taka, że dziennikarz po przekazaniu wiadomości do redakcji niekoniecznie ma wpływ na to, co się z nią dalej stanie – to centrala nadaje jej tytuł, kontekst, fotografię i czasem robi sensację z czegoś, co prawdopodobnie jest tylko zwykłą wiaodmością. Podrasowuje ją na swoje potrzeby.

 

Panu też zdarzały się takie sytuacje?

 

Mnie nikt nie wysyłał z kamerą i nie mówił "jak nie przywieziesz newsa, to więcej nie pojedziesz". Nie mam takich doświadczeń, bo kiedy ja jeździłem z kamerą, to owszem – dawano mi różne zadania, ale one wszystkie sprowadzały się do jednego – polecenia przywiezienia rzetelnego materiału. Nie mam więc co się tak uskarżać (śmiech). Jednak z własnego doświadczenia wiem, że często lepiej powstrzymać się od szybkości sprzedanego newsa, anieżli "puścić" wiadomość niesprawdzoną.

 

Miał Pan kiedyś jakiegoś gorącego "newsa", który z jakichś względów nie ujrzał światła dziennego?

 

Kilka lat temu na mistrzostwach świata dowiedziałem się, że jeden z naszych pływaków - po swoim pierwszym starcie na tamtych zawodach, który mu się nie udał - jest mocno podłamany i nie wierzy w powodzenie swoich dalszych startów. Dowiedziałem się tego w jakiejś prywatnej rozmowie. Właściwie, można to było puścić w obieg, pewnie zostałoby to opatrzone jakimiś sensacyjnymi czołówkami, dziennikarze zadawaliby szereg pytań zawodnikowi, drążyliby temat. Ale nie puściliśmy tej wiadomości, a on tydzień później zdobył mistrzostwo świata. Potem sobie myślałem, że widocznie to załamanie nie było tak wielkie, więc nie było sensu go rozdmuchiwać. Po drugie - gdybyśmy nagłośnili sprawę, zawodnik może podłamałby się bardziej i nie zmobilizowałby się do walki. Lepiej więc być powściągliwym.

 

Niektóre sprawy chyba w ogóle nie powinny stawać się przedmiotem medialnych debat.

 

Pewnie, są na świecie rzeczy, które dzieją się w ukryciu i jedynie w ukryciu mają rację bytu. Kiedy zaczyna się o nich huczeć na cały głos, tracą swoją naturę, przestają być tym, czym były. To tak, jak z miłosnym uczuciem między dwojgiem ludzi. Jeśli przestaje ono rozgrywać się jedynie między nimi, w jakiejś intymności, to coś się dzieje nie tak. Kiedy czytam miłosne deklaracje par w gazetach, to zastanawiam się, kiedy się one rozsypią. Są pewne sprawy, które muszą rozgrywać się jedynie w głębi człowieka, w cichości jego serca.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska