Holly Ordway uważała chrześcijaństwo za "historyczną ciekawostkę" albo "skazę na nowoczesnej cywilizacji".

- Silni ludzie nie mogą być chrześcijanami – myślała. Jednak w wieku 31 lat zaczął się zmieniać jej światopogląd. O swojej podróży od ateizmu do chrześcijaństwa opowiada w wydanej właśnie książce.

- To nie jest kwestia jakiegoś światła po spotkaniu Boga. Nie po tym, jak całe wcześniejsze życie było Jego zaprzeczeniem – pisze. - Przyjście do Niego to dopiero początek. Mogę wskazać dzień i miejsce mojego nawrócenia, jednak wciąż dochodzę do usłyszenia tego, że On wzywa mnie do nawracania się każdego dnia. Co dzień.

Ordway wykłada język angielski i literaturę na uniwersytecie w San Diego. Przez całe swoje życie nigdy się nie modliła ani nie uczestniczyła w kościelnych nabożeństwach.

- Religia wydawała mi się historią, którą ludzie przekazują sobie z ust do ust i nie miałam żadnych przesłanek, żeby w nią wierzyć – powiedziała w wywiadzie dla Biola University, gdzie studiuje teraz chrześcijańską apologetykę.

- Biblia była dla mnie zbiorem opowiastek i mitów. Nie różniła się niczym od historii o Kopciuszku albo Zeusie – przyznaje. - Byłam profesorem collegu, myślałam logicznie, byłam racjonalistką i intelektualistką. I ateistką – dodaje. O chrześcijaństwie nie chciała nic wiedzieć, drwiła z chrześcijan, a ich wiarę, inteligencję i charakter zaczęła bagatelizować. Była przekonana, że wiara z definicji jest irracjonalna.

Ewangeliczne zaproszenie, aby “przyjść do Jezusa i otrzymać życie wieczne" brzmiało jak irracjonalna wiara, że otrzyma się jakąś nagrodę.

- Myślałam, że doskonale wiem, co to znaczy wiara, więc zrezygnowałam z dalszych poszukiwań. A może bałam się, że jest jednak coś więcej i nie potrafiłam sobie z tym poradzić? - wspomina. - Zbudowałam wokół siebie twierdzę ateizmu, która skutecznie zabezpieczała mnie przed atakiem irracjonalnej wiary. Ale mieszkałam tam sama – opowiada.

Kobieta nie szukała Boga. Była przekonana, że On nie istnieje. Ale zaczęła interesować się sprawami wiary. Jednym z przyczyn tego poszukiwania był fakt, że jej “naturalistyczny światopogląd był niewystarczający, aby w sposób spójny wytłumaczyć naturę rzeczywistości". - To nie wyjaśnia pochodzenia wszechświata i nie może wyjaśnić moralności - stwierdziła.

Po wielu rozmowach ze swoim mentorem i mimo narażenia się na krytykę licznych środowisk zdecydowała się opowiedzieć o swojej drodze od zanegowania Boga do przyznawania się do Chrystusa.

eMBe/ChristianPost.com

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »