W Wielkiej Brytanii w 2014 miało miejsce najwięcej antysemickich ataków w powojennej historii tego kraju. We Francji w ciągu roku liczba takich incydentów się podwoiła. Według Centrum Szymona Wiesenthala aż 6 na 10 najbardziej jaskrawych przypadków nienawiści do Żydów miało miejsce właśnie na zachodzie Europy.
Publicysta „The Washington Post” i zdobywca Nagrody Pultizera, Chalres Krauthammer, nie ma złudzeń: Antysemickie ataki „stają się już rutyną”. Co więcej jego zdaniem nikt nie przejmuje się dziś atakami na Żydów. Krauthammer pisze, nawiązując do głośnych ataków z Paryża, że gdyby mordy na Żydach w sklepie koszernym nie były związane z atakiem na redakcję Charlie Hebdo, nikt by się nimi nie przejął. Tak, jak nikt się nie przejął zabójstwem rabina i trojki uczniów w szkole żydowskiej w Tuluzie czy zabójstwem czterech osób przed Muzeum Żydowskim w Brukseli.
Efekty wzrastającego antysemityzmu są coraz bardziej widoczne. W ubiegłym roku z Francji wyjechało łącznie aż 10 tysięcy Żydów. „Dzisiaj znów młodzi żydowscy chłopcy boją się nosić jarmułki na ulicach Paryża, Budapesztu, a nawet Berlina” – mówił podczas obchodów 70. rocznicy wyzwolenia Auschwitz-Birkenau Ronald Lauder, przewodniczący Światowego Kongresu Żydów.
Sytuacja jest szczególnie niepokojąca we Francji. Tam ataki na Żydów i żydowskie obiekty to aż 51 proc. wszystkich rasistowskich napaści. Tymczasem Żydzi to mniej niż 1 proc. ludności francuskiej.
Niewiele lepiej jest w Wielkiej Brytanii. W 2014 roku doszło tam do ponad 1000 antysemickich incydentów. Jeszcze nigdy nie było ich po wojnie aż tylu. Chodzi tu o pobicia, zastraszenia, niszczenie żydowskich cmentarzy.
bjad/gazeta wyborcza (całość TUTAJ)
