Jak patrzy pan na to, co się działo w pana życiu od wejścia ABW do domu w maju 2011 r. Pana życie zmieniło od tamtego czasu?
Gdyby wiedział jak to wszystko się skończy, miał tą świadomość – ponownie zrobił bym to samo. W naszym kraju można mówić co się myśli, trzeba po prostu o to walczyć. Nie można się poddać, ale konsekwentnie robić to, co się robiło od początku. To jest właśnie gwarancją sukcesu, że nie będziemy się poddawać. Sam dążyłem do pozytywnego zakończenia całej sprawy, bo wierzyłem, że nie znieważyłem nikogo, a robiłem rzeczy, które są na porządku dziennym w internecie. I nikt nie powinien mieć do mnie o to żadnych pretensji.
Co zmieniło się w życiu?
Poznała mnie cała Polska, choć nie myślałem o tym zakładając bloga Antykomor.pl. Wtedy moim jedynym celem było informowanie o wpadkach Bronisława Komorowskiego, śmianie się z tych poczynań prezydenta. Nie wiedziałem, że to się tak skończy. Przez ten cały okres moja rodzina miała sporo stresów. Uniewinnienie zakończyło blisko 2-letni nasz stres.
Jak pan skomentowałby wyrok?
To prztyczek w nos prokuratury z Tomaszowa Mazowieckiego, która wszczęła całe postępowanie. Także prokuratury w Piotrkowie Trybunalskim, która wykazała się nadgorliwością, podobnie jak ABW, które potraktowało mnie jak groźnego terrorystę. Cała sprawa powinna się zakończyć, na etapie postępowania przygotowawczego, a nie w sądzie. Wyrok jest w zasadzie sprawiedliwy. Kara została złagodzona, a śledztwo umorzone. Sprawiedliwości stało się zadość. Mam poczucie, ze udało mi się wygrać. Razem z moją rodziną wreszcie możemy żyć normalnie.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski
„Nie można mrozić krytyki, a politycy powinni liczyć się z tym, że mogą być obiektem żartów” - stwierdził Sąd Apelacyjny w Łodzi, uchylając wyrok sądu I instancji. Roberta Frycza, twórcę strony AntyKomor.pl, ukarał tylko za podrobienie studenckiej legitymacji na sześć miesięcy ograniczenia wolności i rok prac społecznych po 30 godzin w miesiącu.
