20.09.15, 15:30

Andrzej Sadowski dla Fronda.pl: System podatkowy w Polsce trzeba zmienić, a nie go uszczelniać!

Portal Fronda.pl: Według ostatnich prasowych doniesień Prawo i Sprawiedliwość rezygnuje z projektu obłożenia dodatkowym podatkiem aktywów bankowych. Zamiast tego chce opodatkować wszystkie transakcje finansowe tego sektora. Jak ocenia pan tę zmianę?

Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha: Świadczy to o tym, że mamy cały czas sytuację dynamiczną i politycy są w stanie przyjmować takie czy inne argumenty. Pozostaje tylko kwestia, czy przyjmują argumenty za zmianą całego polskiego systemu podatkowego. To, co proponuje partia w przyszłości potencjalnie rządząca, to wybiórcza zmiana systemu, dołożenie do złego systemu jeszcze nowych podatków. Od lat namawiamy różne opcje polityczne w Polsce na inne rozwiązania– bo nie ma dobrych podatków, są tylko mniej szkodliwe. Gdyby jednak przeprowadzono prawdziwą zmianę systemu, to dałoby to większe przychody przy mniejszych kosztach zarówno po stronie firm, w tym banków, jak i po stronie samego aparatu skarbowego. Fakt, że dzisiaj politycy tak dużą uwagę poświęcają kwestii zmiany podatków, jest pozytywny, ważne tylko, by propozycje, które ogłaszają, były zmianami jakościowymi, a nie tylko ilościowymi.

Czyli propozycja PiS nie rozwiązuje polskich problemów związanych z sektorem bankowym?

Nie można traktować podatków jako narzędzia represji, a tak niestety dzieje się w obecnym przekazie. Podatek przychodowy zwany obrotowym, którego jesteśmy twórcami i orędownikami, a który od lat prezentujemy jako element większej całości, jest podatkiem mniej szkodliwym dla firm i z chęcią taki podatek by zapłaciły. Nie niesie on ze sobą takich zagrożeń, kosztów oraz absurdów jak obecny podatek CIT, który jest podatkiem głupim, a wpływy z jego tytułu są dla budżetu coraz bardziej marginalne.

Rzeczywistej woli do takich zmian chyba jednak nie ma.

Rząd i parlament mają jednak siłę sprawczą, bo w ostatnich tygodniach  hurtowo zmieniają ustawy. To tylko kwestia decyzji, niczego więcej.. Nie ma dziś w Polsce armii Związku Sowieckiego, która stałaby, jak kiedyś, na straży socjalizmu. Jeżeli tylko rządzący będą chcieli kierować się wiedzą i doświadczeniem oraz opowiedzą się po stronie dobrobytu obywateli, to wybiorą rozwiązania lepsze, nie będą „uszczelniać” obecnego nieefektywnego systemu.

Dostrzega pan w jakimkolwiek poważnym środowisku politycznym, które albo może być u władzy, albo chociaż tej władzy być blisko, szansę na realizację postulatów zmiany systemu podatkowego?

Nasze rozwiązania podatkowe przez lata uchodziły za rewolucyjne, które nie mieszczą się politykom w głowie Niedawno partia rządząca część naszych rozwiązań przyjęła. Ogłosiła m.in. chęć likwidacji tak zwanych składek na NFZ, ZUS i likwidację kilku innych szkodliwych rzeczy. Nasze propozycje wcześniej zostały poparte przez środowiska przedsiębiorców dziś stały się realnym politycznie programem zmiany.. Wprowadzenie w życie naszego systemu podatkowego to tylko kwestia decyzji politycznej możliwej w każdym momencie. Rządzący od lat „uszczelniają” system, który jest coraz bardziej „dziurawy” i szkodliwy. Albert Einstein zauważył, że „obłędem jest powtarzać w kółko tę samą czynność, oczekując innych rezultatów”, a tak od dekad postępują rządzący Polską. Zamiast uszczelniać system, trzeba go zmienić. 

Dziękuję za rozmowę.

Komentarze

anonim2015.09.20 16:17
"Ekonomista" z tego samego Centrum im Smitha został doradca Kukiza. http://wei.org.pl/blogi-wpis/run,co-mozna-i-co-trzeba-zrobic-z-finansami-publicznymi,page,1,article,1706.h "...Po drugie, można zracjonalizować opodatkowanie nieruchomości. O podatku katastralnym mówi się od…. 20 lat. Byłem przeciwnikiem wprowadzania takiego podatku do systemu podatkowego obok istniejących już danin. Ale można go wprowadzić zamiast danin likwidowanych. Opodatkowanie nieruchomości jest bowiem mniej szkodliwe niż opodatkowywanie pracy. Można łatwo zwiększyć podatki od nieruchomości od wielkopowierzchniowych obiektów handlowych w dużych miastach. Można też wprowadzić wyższy podatek od wartości nieruchomości mieszkalnych. Adam Smith dopuszczał nawet progresję podatkową w tym akurat względzie. Pisząc o „podatku od komornego” stwierdził, że może być on „nieco powyżej proporcji”. Miało to klasyczne, liberalne uzasadnienie ekonomiczne: komorne płaci się za używanie czegoś, co nie jest środkiem produkcji. Gdyby więc podatek od komornego był odpowiednio wysoki, ludzie staraliby się go uniknąć, zadawalając się w miarę możliwości mniejszymi mieszkaniami i obracając większą część dochodu na bardziej pro-produkcyjne wydatki. A jak chcą mieć rezydencje – więcej mogą zapłacić. Nie trzeba w tym celu tworzyć nowego, drogiego i skomplikowanego rejestru gruntów z wycenami nieruchomości. Skoro prawie wszystkie podatki płaci się na podstawie deklaracji podatnika, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to podatnik deklarował także, jaka jest wartość jego nieruchomości. A jak zadeklaruje za niską nie ma przeszkód, by zajął się nim właściwy organ – jak dziś, gdy zadeklaruje za niski podatek dochodowy..." Może zacząc się niewinnie a skończy się jak na Zachodzie gdzie obowiązuje stawka typu 1 % a nawet większe. Dla nich jest to ciężkie do zapłacenia, dla większości Polaków będzie to po prostu niemozliwe do zapłacenia. Podatek katastralny zamiast opodatkowania kosztów pracy to pozbawienie własności (albo co najmniej "zaśmiecenie" hipoteki) emerytów czy ludzi, którzy wpadli w kłopoty finansowe chociażby z powodu przewlekłej choroby.Oraz napuszczanie jednych na drugich. Pozbawianie w ten sposób dorobku kilku pokoleń jest czystej wody niegodziwowścią. Skorzystają na tym banksterzy. Już dziś proceder tzw "odwróconej hipoteki" przynosi im krociowe zyski. Po wprowadzeniu katastru zapewne wrośnie zinteresowanie tą za przeproszeniem - "ofertą". Na początku zamiast opodatkowania kosztów pracy, zapewne niska stawka, być może jak postuluje Piotr Kuczyński tylko dla mieszkań powyżej 70 m etc - być może jeszcze inne ułatwienia przyjdą im do głowy. Docelowo w eurokołchozie z wyłączeniem dwóch dużych państw starej unii oraz Malty jest to 1 % od wartości nieruchomości. Działka na obrzeżach Warszawy warta jest ok miliona. Podatek od samej działki to ok. 10 tys. Większości mieszkających tam nie ludzi nie będzie stać na zapłacenie będą "wchodzić" na hipotekę, zaczna mnozyć sie przetargi, licytacje etc Jeśli np Niemcy wyrzucili Polaków w 1939 z domów to w 44 i 45 jeszcze szybciej z nch uciekali. To co zostanie przejęte w wyniku żerowania hien na skutkach katastru będzie już niepodważalnie w rękach geszefciarzy.