- Tak naprawdę nie wiemy, czy był gwałt czy nie - powiedziała nam Aleksandra Minkiewicz. 14-latką, o której opowiada krytyczny wobec Polski raport o stanie praw człowieka, jest oczywiście Agata z Lublina, dziewczynka, która ponad rok temu stała się zarzewiem największego od lat konfliktu aborcyjnego. Przypomnijmy: Agata dokonała aborcji po tym jak minister zdrowia Ewa Kopacz wskazała jej jedyny ośrodek, który zdecydował się ją przeprowadzić.
Fronda.pl: Skrytykowali państwo niedawno w swoim raporcie Polskę za utrudnianie aborcji u "14-latki, która została zgwałcona". Przecież w sprawie Agaty z Lublina prokuratura nawet nie wszczynała sprawy o gwałt. Nikt nie złożył takiego doniesienia. Dlaczego organizacja praw człowieka zarzuca komuś gwałt, którego nie było?
Aleksandra Minkiewicz, Amnesty International Polska: To, że nie zostało złożone doniesienie do prokuratury nie oznacza, że taki fakt nie zaistniał. My otrzymujemy informacje od naszych informatorów, które są bardzo wiarygodnym źródłem. Natomiast nie mogę pani powiedzieć, kto to jest.
Ojcem dziecka Agaty był 15-latek z Lublina. Wielu ludzi wie, do jakiej szkoły chodził, wielu ludzi wie kim jest jego ojciec. Według policji, oboje - on i Agata - współżyli za obopólną zgodą. Państwo zrobili z niego gwałciciela? Przecież to pogwałcenie zasady domniemania niewinności? Mówi o niej m.in. Powszechna Deklaracja Praw Człowieka i Europejska Konwencja Praw Człowieka. To jedno z podstawowych praw obywatelskich.
Pani mi próbuje udowodnić, że ja z tego chłopaka zrobiłam gwałciciela, tak? Tylko, że takie słowo nie pada. W ogóle ten raport nie dotyczy kwestii tego chłopaka, on dotyczy zupełnie innego problemu. Dotyczy tego, że Agata miała zgodę na aborcję zgodnie z prawem i utrudnienia, żeby do niej dopuścić. A o gwałcie piszemy dlatego, bo takie mieliśmy informacje.
Państwo są jedną z najbardziej znanych organizacji praw człowieka i dopuszczają się państwo pogwałcenia jednego z najważniejszych praw. Dopóki kogoś sąd nie skazał za gwałt, dopóty ten człowiek nie jest gwałcicielem. A tam przecież nawet nikt nie prowadził sprawy.
Ja mam do pani, jeśli można, bardzo wielką prośbę. Chciałabym się skonsultować, ponieważ to nie ja piszę raport. I chciałabym się spytać, czy ja mam zgodę na ujawnienie od kogo mamy te informacje, bo rozumiem, że na tym polega pani problem. (Po dwóch godzinach wracamy do rozmowy, rzeczniczka konsultuje się w tym czasie z centralą AI w Londynie). Zarówno w polskiej jak i angielskiej wersji raportu jest napisane, że ona "funkcjonuje w mediach jako Agata, która zaszła w ciążę w wyniku gwałtu". Natomiast nie jest tak, że my twierdzimy. My tak naprawdę w tym raporcie kładziemy nacisk na zupełnie inną sprawę.
Zaraz, zaraz. Ona w mediach funkcjonuje jako "Agata", bo ma inne imię. Ale po pierwszej wpadce "Gazety Wyborczej", nawet ona sama wycofała się z pisania o gwałcie. "Dziennik" jej wytknął, że w Lublinie policja w ogóle nie prowadzi żadnej sprawy o gwałt na nieletniej. Już minął rok od tego czasu.
Napisane jest, mam zresztą te wszystkie artykuły i jeszcze raz sobie przejrzałam, że matka i córka twierdzą, że ona zaszła w ciążę w wyniku gwałtu i my, przytaczając przypadek, nie możemy podać tej osoby oczywiście z imienia i nazwiska, a musimy ją jakoś przybliżyć. Więc opisujemy ją jako Agatę, która funkcjonowała w relacjach mediów jako 14-letnia Agata, która zaszła w ciążę w wyniku gwałtu i tak samo jest w wersji angielskiej.
Czyli państwa raport opiera się wyłącznie na rzeczy, która okazała się nieprawdą i z której wycofały się nawet proaborcyjne media.
My w raporcie mówimy zupełnie co innego. Kładziemy nacisk na to, że w Polsce brakuje kobietom mechanizmów dostępu do aborcji w przypadku, kiedy to jest legalne. Nie bronimy aborcji, nie jesteśmy przeciw ani za, chodzi o to, że jeżeli coś jest zgodne z prawem, to taka osoba powinna mieć do tego dostęp. To jest to, na czym my się skupiamy w tym raporcie. Opisując Agatę - wiadomo, że jest to pseudonim - my opisujemy ją jako osobę, która funkcjonuje w mediach jako ofiara gwałtu. A ona funkcjonowała w mediach jako ofiara gwałtu i temu nie można zaprzeczyć, prawda?
Przecież właśnie zaprzeczam. Media bardzo szybko przestały pisać o gwałcie. Na państwa organizacji ciąży jednak jeszcze większa odpowiedzialność. Jeżeli Agatę zgwałcono, to przecież jej chłopak jest gwałcicielem. Mimo, że nikt go o to nie oskarżył. Teraz po roku przypina mu tę łatkę organizacja, która powołana jest do bronienia praw człowieka.
To nie jest w ogóle kwestia tego raportu. Jeżeli matka i córka zadecydowały, że nie wnoszą oskarżenia, to tak naprawdę jest ich sprawa. Tak naprawdę nie wiemy, czy był gwałt czy nie. Równie dobrze ja nie twierdzę, że ona ma na imię Agata, prawda? Jeżeli będziemy się tak czepiać każdego słowa, to równie dobrze może się pani zapytać dlaczego ja twierdzę, że ona ma na imię Agata.
Na jakiej podstawie AI pisze w raporcie, że dziewczyna była ofiarą przeciągania postępowania mającego na celu dopuszczenie aborcji? Skąd państwo wiedzą, że nie "przymuszania do aborcji"? Prokuratura prowadziła postępowanie w obu sprawach i obie umorzyła.
Ale dlaczego pani twierdzi, że ona była przymuszana do aborcji? No proszę panią, dlaczego ona miała być ofiarą przymuszenia do aborcji? Z czyjej strony? Ona jest niepełnoletnia i wszelkie decyzje według prawa powinna podejmować za nią matka. Tak, jak pani zauważyła, ma ona mniej niż 15 lat, czyli padła ofiarą przestępstwa. Ona miała prawo do usunięcia ciąży.
Rozmawiała Agnieszka Jaworska
Zobacz także:
Ks. Podstawka po śmierci dziecka "Agaty"
Pod siedzibą "Wyborczej" zapłonęły znicze w rocznicę śmierci dziecka "Agaty"
Ważna lektura:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »


