Dziś Ameryka czci pamięć ofiar zamachów terrorystycznych, które miały miejsce w Nowym Jorku i Waszyngtonie 10 lat temu. Jednym z porwanych przez terrorystów samolotów był United 93. Dziś pod Shanksville, na polu, gdzie samolot runął na ziemię, odsłonięto marmurową tablicę z nazwiskami 40 pasażerów i załogi samolotu United 93. Przemawiał wiceprezydent Joe Biden oraz byli prezydenci: George W. Bush i Bill Clinton.
Na początku uroczystości odśpiewano religijną pieść "Amazing Grace". Następnie poeta Robert Pinsky odczytał wiersz Czesława Miłosza "Zaklęcie". Później wymieniono kolejno nazwiska wszystkich 40 ofiar. Po każdym z nich rozlegało się uderzenie dzwonu. - Zebraliśmy się tu, aby upamiętnić i uhonorować 40 mężczyzn i kobiet, którzy oddali swoje życie, aby uratować życie innych. 10 lat temu, kiedy żegnali się oni ze swymi dziećmi, nie wiedzieli, że czynią to ostatni raz. Nie zdawali sobie sprawy z tego, co ich czeka. Stawili jednak czoło niewyobrażalnemu terrorowi z odwagą i męstwem właściwym tylko najprawdziwszym amerykańskim bohaterom - powiedział wiceprezydent Joe Biden. Były prezydent Bill Clinton porównał postawę pasażerów United 93 do bohaterstwa obrońców fortu Alamo w Teksasie w czasie wojny USA z Meksykiem w 1845 r.
Samolot United 93, lecący z Newark do San Francisco, został porwany o godz. 9.28 rano (czasu USA). Terroryści chcieli nim uderzyć, prawdopodobnie, w Biały Dom. Pasażerowie dzięki telefonicznym rozmowom z bliskimi wiedzieli co się stało w Nowym Jorku. Zdecydowali się nie dopuścić do zamachu. Wdarli się do kokpitu i próbowali przejąć stery samolotu z rąk porywaczy. Aby temu zapobiec, terroryści skierowali maszynę w ziemię, rozbijając go pod Shanksville w kilka minut po godz. 10. Jutro odbędzie się pod Shanksville kolejna uroczystość rocznicowa, tym razem z udziałem prezydenta Obamy.
Natomiast dziś w Afganistanie doszło do zamachy terrorystycznego. Zamachowiec-samobójca wysadził w powietrze wyładowany materiałami wybuchowymi samochód przy wjeździe do bazy NATO w środkowym Afganistanie. Obrażenia odniosło 89 osób, w tym 50 amerykańskich żołnierzy. - Talibski samobójca wysadził w powietrze wielki samochód pełen materiałów wybuchowych przy wjeździe na posterunek bojowy Sajed Abad w prowincji Wardak - napisano w komunikacie sił NATO w Afganistanie.
Ł.A/Onet.pl/FoxNews

