Fronda.pl: Szukając informacji o Kościele w Albanii dowiemy się, że pierwsze chrześcijańskie rodziny żyły w nadmorskim Durres już pod koniec pierwszego wieku. Skąd w Albanii wzięło się chrześcijaństwo?
Bp George Anthony Frendo, OP*: Św. Paweł mówi w Liście do Rzymian, że głosił Ewangelię „od Jerozolimy do Ilirii”, której część stanowi dzisiejsza Albania. Jest więc bardzo prawdopodobne – żeby nie powiedzieć pewne – że Albania została osobiście zewangelizowana przez św. Pawła w roku 58, bo mniej więcej w tym czasie powstał List do Rzymian. To sprawia, że była jednym z pierwszych krajów, które otrzymały chrześcijańskie przesłanie.
Powszechnie wiadomo, że Albania została zislamizowana przez Tyrków na przełomie XV i XVI wieku. Wielu Albańczyków, by zatrzymać swoją wiarę katolicka, musiało uciekać w góry i żyli tam przez wiele wieków.
Dopiero po upadku komunizmu, ci ludzie, którzy w niezwykle trudnych warunkach mieszkali w górach, mogli powrócić do miast. Z tego powodu obecnie znacznie wzrosła liczba katolików w dwóch największych miastach Albanii – w Tiranie i Durres.
Muzułmanie stanowią 60 procent mieszkańców kraju. Jak w takim kontekście radzi sobie Kościół katolicki?
Katolicy stanowią pomiędzy 12 a 15 procent populacji Albanii. Jeśli chodzi o księży – większość z nas to misjonarze z innych krajów. Nadal nie mamy wystarczająco wielu kapłanów. Taka sytuacja jest – mogę powiedzieć z własnego doświadczenia – w diecezji Tirana-Durres. Co roku spore grupy ludzi proszą o chrzest, dlatego też bardzo potrzeba księży, by sprostać religijnym potrzebom wiernych.
Kościół katolicki w Albanii cieszy się ogromnym szacunkiem zarówno wśród wiernych jak i u wszystkich Albańczyków. Ponieważ wiele przecierpiał podczas komunizmu, ale nie szedł na żadne kompromisy z reżimem, zyskał ogromne zaufanie. Także przez fakt, że w najtrudniejszych momentach Kościół pomagał wszystkim, którzy byli w potrzebie, respektując ich religie. To właśnie pomogło mu zyskać szacunek w albańskim społeczeństwie i dzięki temu także tak wielu dorosłych przyjmuje chrzest.
Komunizm w Albanii trzymał się najdłużej ze wszystkich krajów Europy Wschodniej. Upadł dopiero w lutym 1991 roku. Jak Kościół odnalazł się po upadku reżimu?
Powiedzieć tutaj, że Albania była państwem komunistycznym – to stanowczo za mało. Nazwałbym to raczej państwem antyreligijnym, bo reżim wypowiedział wojnę każdej religii, wypowiedział wojnę Bogu.
Komunizm, który panował w Albanii przez blisko połowę wieku, był najsilniejszym ze wszystkich komunistycznych reżimów. Albania była jedynym komunistycznym państwem, które w konstytucji proklamowało się państwem ateistycznym. Oznaczało to, że wszelkie przejawy życia religijnego – zarówno publiczne jak prywatne – były traktowane jak zbrodnia przeciw państwu.
Kościół katolicki stał się głównym celem tej wojny bo komunistyczny dyktator Hodża miał do Kościoła szczególną nienawiść. Katolików uważał za szpiegów Watykanu i zdrajców własnego państwa. Z tego powodu uderzano w nich mocniej niż w wyznawców innych religii. Wielu księży zostało zabitych, wielu cierpiało niewyobrażalne tortury.
Przez pół wieku nie można było nawet wspomnieć o Bogu. Dlatego, gdy komunizm upadł, z religii pozostały strzępy. I właśnie od nich trzeba było rozpoczynać ewangelizację. Dosłownie od znaku krzyża.
A wtedy, oprócz ewangelizacji, rozpoczęła się także islamizacja kraju.
Tak. Jednakże to, co trzeba tu podkreślić - i co mówił już Jan Paweł II podczas swojej wizyty w Albanii w 1993 roku - to fakt, że Albania może stanowić model dla relacji międzyreligijnych w innych krajach Europy, bo muzułmanie są tu bardzo otwarci i nie mogą być porównani z muzułmanami z żadnych innych krajów. Nie są fundamentalistami. Mamy z nimi bardzo dobre relacje.
A co z wpływami Arabii Saudyjskiej? Przecież ona płaci ojcom muzułmańskich rodzin, żeby ich córki nosiły burki.
To prawda. Arabia Saudyjska po upadku komunizmu przysłała do Albanii milion kopii Koranu, podczas gdy kraj liczy trzy miliony mieszkańców. Wyłożyli również ogromne pieniądze na budowę meczetów. Jednak, że jak mówię, islam albański nie jest pod wpływem fundamentalistów.
Co się tyczy przyszłości – prawda, są pewni młodzi muzułmanie, którzy uczyli się w fundamentalistycznych szkołach zagranicą, którzy w przyszłości mogą stać się wyzwaniem, ale – przynajmniej na razie – cieszymy się, że przywódcy muzułmańscy nie pozwalają tym wpływom przenikać do wspólnoty albańskich muzułmanów.

Symbolem zgody muzułmańsko-chrześcijańskiej jest sanktuarium św. Antoniego?
Rzeczywiście, to również jest czymś bardzo ciekawym w Albanii. Sanktuarium św. Antoniego w mieście Laq przyciąga wszystkich Albańczyków - nie tylko katolików, ale także prawosławnych i bardzo wielu muzułmanów. I kiedy odprawiałem tam Mszę Świętą 13 czerwca, musieliśmy nalegać, że jedynie ochrzczeni i katolicy mogą przyjąć Komunię Świętą. Bo także wielu muzułmanów tam przybyło, którzy przyjechali nawiedzić sanktuarium. Św. Antoni to symbol jedności narodowej dla wszystkich Albańczyków.
Tak samo, jak Matka Teresa, prawda? Katolicka zakonnica czczona w muzułmańskim państwie.
Prawda. Błogosławiona Teresa jest „ikoną” dla wszystkich Albańczyków. Główny szpital Albanii nosi jej imię, jedyne lotnisko międzynarodowe także, jak również główny skwer Tirany, można też zobaczyć wiele pomników Matki Teresy.
To jest coś, z czego powinniśmy być dumni. Nie tylko ze względu na to, że jest ona katoliczką, ale także dlatego, że postrzegana jest jako wielki symbol albańskiej jedności. Także dlatego, że swoją pracą pokazała, że każdy człowiek, bez względu na religię, narodowość i pochodzenie, zasługuje na szacunek. Bo każda istota ludzka nosi w sobie obraz Boga.
Albania chciałaby, żeby jej relikwie wróciły do kraju.
Cóż, rzeczywiście albański premier przedstawił taki pomysł, by przewieźć jej szczątki do Albanii. Jednakże jest to nierealistyczna prośba, bo Indie się na to nie zgodzą.
Matka Teresa, która odbierając pokojową nagrodę Nobla mówiła, że jest z pochodzenia Albanką. Jednak sama zdecydowała by mieszkać w Kalkucie i umrzeć wśród ubogich, którym poświęciła życie.
Premier Albanii Sali Berisha to bardzo ciekawy muzułmanin. Nie tylko chce sprowadzić do kraju relikwie katolickiej zakonnicy, ale też nie wyklucza zaakceptowania związków homoseksualnych.
Dwa lub trzy miesiące temu premier wyraził pogląd, że Albania mogłaby zaakceptować „małżeństwa” homoseksualne. Ale to - być może niespodziewanie - spotkało się z wielką reakcją ze strony wszystkich części społeczeństwa, ze strony każdej religii.
Byłem jednym z pierwszych, z którymi skontaktowały się media, abym jako biskup katolicki wyraził swoją opinię w tej kwestii. Powiedziałem jasno, że nikt – nawet parlament – nie ma prawa zmienić definicji małżeństwa, ponieważ w każdej kulturze, religii, w każdym czasie małżeństwo było pojmowane jako związek mężczyzny i kobiety. Zaakceptować związki partnerskie? Cóż… tak, ale one nigdy nie mogą być nazywane małżeństwami, nie mogą być określane jako małżeństwa.
Poza tym, patrząc z biblijnej perspektywy, my jako chrześcijanie – nie tylko katolicy, ale też inne denominacje – którzy wierzymy w Słowo Boże, mamy opis małżeństwa w pierwszej księdze Biblii. Pismo Święte definiuje małżeństwo bardzo jasno. Słowa „mężczyzna i kobietą stworzył ich” oznaczają nie tylko, że kobieta i mężczyzna są sobie równi w godności jako osoby, ale także, że różnica płci była w małżeństwie wolą Boga. Nikt tej definicji nie może zmienić.
Albańczycy stanowią raczej tradycyjne społeczeństwo, w którym wielkie znaczenie przywiązuje się do rodziny. W Polsce niewiele się mówi o Albanii i jej mieszkańcach, co jeszcze powinniśmy wiedzieć?
Mogę powiedzieć o przynajmniej trzech rzeczach, które bardzo podziwiam w Albanii. Jestem obcokrajowcem, Matlańczykiem z pochodzenia i mieszkam w Albanii od dwunastu lat. Albańczycy – po pierwsze – są niezwykle gościnni. Naprawdę wychodzą do cudzoziemców i podziwiają to wszyscy przybywający do tego kraju.
Po drugie – szacunek, jaki maja dla starszych. Niestety, w wielu europejskich krajach starsi są traktowani jak ciężar dla społeczeństwa. Tymczasem w Albanii nadal okazuje się im ogromny szacunek.
Po trzecie – rodziny. W Albanii nadal znajdujemy „rozszerzone” rodziny. Nie te „nuklearne”, z którymi teraz obeznaliśmy się w Europie, ale rodziny, do których należą także dziadkowie, wujkowie, kuzynowie – „rozszerzone” rodziny. I to, w razie potrzeby, daje im większą szansę okazywania sobie solidarności. Nie można się nadziwić tej pomocy, którą sobie wzajemnie świadczą w potrzebie.
[video:http://www.youtube.com/watch?v=G9hWuBEC0F8'/>
*Bp George Anthony Frendo - dominikanin, udzielił wywiadu portalowi Fronda.pl 27 października 2009r.
Rozmawiała Agnieszka Jaworska
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




