Ostatnie rozbieżne sondaże pojawiające się w mediach nie mogą raczej dziwić. Badania opinii publicznej mają to do siebie, że na kilka miesięcy przed wyborami rzadko kiedy są reprezentatywne. Ostatnie sondaże pokazywały spadek poparcia PO i jego wzrost dla PiS-u oraz (szczególnie) lewicy. Niektórzy komentatorzy przekonywali więc, że taktyka Jarosława Kaczyńskiego po czerwcowych wyborach prezydenckich jest słuszna i prezes znów w genialny sposób odczytał nastroje społeczne. Ja akurat w to wątpię, ale nie chciałbym wgłębiać się w tę kwestię w tej chwili. Jednak załóżmy, że PiS naprawdę w najbliższych sondażach utrzyma przewagę nad PO i taktyka Kaczyńskiego przyciągnie do PiS-u centrowy elektorat.
Nawet jeżeli okazałoby się to prawdą to uważam, że PiS nie wygra najbliższych wyborów parlamentarnych. Jarosław Kaczyński postawił dziś wszystko na jedną kartę i wydaje się, że wierzy w zgarnięcie w najbliższych wyborach całej puli od coraz bardziej nieporadnego Tuska. Prezes PiS prowadzi jednak obecnie politykę nie patrząc na pijarowskie sztuczki, niezbędne w dzisiejszej walce politycznej. Nie ulega wątpliwości, że w pewnym stopniu pomaga mu w tym coraz większa nieudolność rządu Tuska i jawna bezczelność jego ekipy, która objawiła się w przypadku butnej obrony ministrów Klicha i Grabarczyka. Również dziennikarze nie mają zbyt dużego wyboru i trudno im zamieść pod dywan kompromitujące wpadki rządu. Może gdyby nie transmitowano swego czasu na żywo konferencji MAK-u byłoby inaczej. Trudno jest jednak wierzyć, że media, które dziś (wbrew temu, co pisze najnowsza „Polityka”, która sugeruje jakiś najazd medialny na PO) pokazują lekki dąsik premierowi Tuskowi, nagle odwrócą się w stronę „kaczora”. Nie można zapominać, że posunięcia ekipy Tuska punktuje precyzyjnie Leszek Balcerowicz, który niegdyś był prominentnym członkiem partii będącej złotym cielcem dla mediów. Dziennikarze zdają sobie również sprawę, że ich pupile z Unii Wolności okopali się w Pałacu Prezydenckim i pokłady miłości, które biedni żurnaliści, prześladowani w IV RP, musieli z rozsądku umieścić na Platformie Donalda, mogą w końcu przenieść na swój odwieczny obiekt westchnień. Obecny dąsik dziennikarzy na rząd (celowo upieram się przy tym określeniu, bo o krytyce mówić nie można - standardy patrzenia władzy na ręce wyznaczyły czasy rządów Kaczyńskich) przypomina kłótnie w małżeństwie będącym ze sobą z rozsądku. Nie ulega żadnej wątpliwości, że „niezależni” żurnaliści od „Tusku musisz”, „Bronku do boju” czy innych żałosnych lizusowskich akcji staną w odpowiednim momencie na wysokości zadania i zorganizują akcję „wszystkie ręce na pokład”, w momencie, gdy „faszyści” z płonącymi pochodniami z Krakowskiego Przedmieścia zjawią się pod kancelarią premiera.
Już sobie wyobrażam pląsy Wojewódzkiego z Figurskim w Esce, Majewskiego na parkiecie z Muchą czy nawet Kutza na kanapie w telewizji śniadaniowej. Danel Olbrychski pewnie zrobi tournee po Polsce z szabelką, tnąc portrety „człowieka, który nie kocha wspaniałych Rosjan”, zaś Marek Kondrat wróci do aktorstwa i szybciutko wysmaży „Dzień Świra II”, gdzie kompleksy narodowe zostaną przedstawione jako skutek „kaczyzmu”. Gretkowska znów wyskoczy z jakimiś kosmitami, którzy ją śledzą samochodem, „bo jest duszna atmosfera IV RP”, „Grupa Operacyjna” zagra na recitalu piosenki antypisowskiej zaś dziennikarze „Gazety Wyborczej”, „Wprost” i TVN-u przypomną film o zabiciu Barbary Blidy (może ktoś wyprodukuje polski Twin Peaks na ten temat?) i „Dramat w trzech aktach”. Do głównych programów informacyjnych powrócą Giertych z Lepperem, opowiadający, jak paskudnym reżimem były rządy Kaczyńskiego, zaś zatroskane organizacje pozarządowe zorganizują spontaniczną akcję „zabierz babci znicz 10 kwietnia”. To wszystko to nie jest żart, Drodzy Czytelnicy. Chciałbym pisać to w formie lekkiego felietoniku podkreślającego w przerysowanej formie absurdy III RP. Jednak te absurdy mają miejsce, co najmniej od 2005 roku. Opiniotwórcze środowiska zrobią naprawdę wszystko, by PiS już nigdy do władzy nie doszedł. Dowodem na to jest niedawny tekst znanego obrońcy Tuska za wszelką cenę, Waldemara Kuczyńskiego, który napisał: „Słowo to pocisk rozpryskowy; celujemy w punkt, w który chcemy trafić, a trafiamy przy okazji także w inne, w które nie chcielibyśmy ugodzić. I zanim się coś powie lub napisze, warto pomyśleć, czy dobraliśmy właściwe słowa i ujęcia, a także czas, czy aby chcąc coś osiągnąć, nie ugodzimy odpryskiem własnej publicystyki sprawy, na której załatwianiu nam zależy.” Innymi słowy, autorytet III RP nawołuje, by uważać z krytyką rządu, bo wredna i krwiożercza opozycja czai się każdym rogiem. „Groźby dla kraju ze strony tej partii nie wolno jednak lekceważyć i szkodnictwem jest wszystko, co tę uzasadnioną, pozytywną wrażliwość i czujność ludzi podważa, co ją bagatelizuje i osłabia. Jeżeli ataki na Platformę na niedługo przed wyborami uderzą w skuteczność antypisowskiej wrażliwości, wówczas staniemy przed poważnym niebezpieczeństwem, jakim byłby powrót tej partii i jej szefa do władzy” - kontynuuje publicysta. Zasady obiektywizmu dziennikarskiego można dowoli łamać, jeżeli chronią Polskę przed PiS-em, zdaje się pisać Kuczyński. Ten tekst, przekreślający autora w kręgach dziennikarskich w normalnym kraju, jest jednak tylko preludium do tego, z czym będziemy mieli do czynienia w tym roku. Oczywiście nie oznacza to, że PiS nie ma szans wygrać wyborów. W moim głębokim przekonaniu byłoby to możliwe, gdyby Kaczyński przyjął zasady gry przeciwnika, wykańczając go dobrym pijarem, co robił już w czerwcu zeszłego roku. Żyjąc w mediokracji należy zdać sobie sprawę, że „narracja” niestety działa na wyborców jak viagra na staruszka. Większość wyborców naprawdę nie ma pojęcia czym jest OFE, deficyt budżetowy czy to jak wygląda nawet nasz system emerytalny. Większość społeczeństwa, i dotyczy to większości wytresowanych w demokracjach ludzi, kieruje się podczas głosowania emocjami. Dlatego łatwo jest nimi manipulować i akcje typu „zmień Polskę, idź na wybory” odniosły taki skutek w 2007 roku i w następnych wyborach, które za każdym razem wygrywała PO. Udało się wmówić pewnej części społeczeństwa, szczególnie tej pochodzącej z małych miasteczek i wsi, że gdyzagłosują na PO to znajdą się w elicie i , pisząc kolokwialnie, przestaną być wsiunami jak będą czytać „Gazetę Wyborczą” i zarechotają na marnej jakości programie jakim jest „Szkoło kontaktowe”. PO idealnie wyczuło nastroje Polaków, którzy wciąż nie pozbyli się mentalnej łatki ruskiego bazaru. Bardzo ciężko będzie PiS-owi pokonać nawałnice medialną, z jaką będziemy mieli z pewnością do czynienia w ciągu najbliższych miesięcy. Establishment tylko czeka by zasztyletować Tuska za to co ten zrobił z Unią Wolności.
Operacja „zmiana władzy” będzie więc raczej polegać na odsunięciu od niej Donalda Tuska z jego dworu i postawienie na jakiegoś nowego „konia”, który ma za sobą etosowców. Jarosław Kaczyński już raczej nie zmieni swojego wizerunku, który pozwoliłby przekabacić demokratycznie wytresowanych wyborców. Nikt już w nią i tak by nie uwierzył po jego wolcie w wyborach prezydenckich. Możliwe, że będziemy musieli się pogodzić z egzystencją w katakumbach przez najbliższe lata i czekać na nowego lidera prawicy, który będzie potrafił przełamać siłę medialną tzw. salonu. Rok 2011będzie należeć do akcji „Zabierz babci znicz 10 kwietnia”, która będzie „oddolną i spontaniczną” inicjatywą zatroskanej o polską demokrację młodzież i która pozwoli po raz 6 wygrać postępowej partii Tuska wygra wybory.
Łukasz Adamski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

