Arcybiskup metropolita najważniejszej holenderskiej diecezji stwierdził w wywiadzie dla dziennika "De Telegraaf", że "w najbliższej dekadzie holenderski Kościół stanie w obliczu kryterium prawdy". Jego zdaniem, w nadchodzących latach zamkniętych zostanie blisko 400 kościołów katolickich i 600 protestanckich. Liczba katolików, zdaniem hierarchy, spadnie z obecnych 16 proc. do 10 proc.

Hierarcha przypomniał, iż episkopat katolicki wolałby, żeby budynki uległy rozbiórce, niż by były sprzedawane. Właściciele przerabiają je bowiem na na puby albo kondominia. Tam gdzie rozbiórka nie jest możliwa ze względu na wartość historyczną budynków, powinny one służyć celom "godnym", jako muzea czy placówki służby zdrowia - zaznaczył abp Eijk.

Jeśli budynek miałby zostać sprzedany i przeznaczony dla celów sakralnych biskupi pragnęliby, aby odbywały się w nim nabożeństwa chrześcijańskie. Są oni przeciwni przekazywaniu kościołów muzułmanom, ponieważ część z nich interpretuje taki fakt jako pretekst do nawracania chrześcijan czy ludzi obojętnych na islam.

Arcybiskup w wywiadzie odpierał również krytykę z powodu zamykania i łączenia seminariów duchownych. Jego zdaniem, było to podyktowane oszczędnościami. Hierarcha wspominał jak na początku swej posługi arcybiskupa Utrechtu włożył wiele wysiłku, aby uzdrowić sytuację finansową Kościoła. – Gdybyśmy tego nie zrobili, bylibyśmy w połowie minionego roku bankrutami i nie moglibyśmy płacić uposażeń – wyjaśniał hierarcha.

Skądt takie problemy w Kościele w Holandii, skoro jeszcze pół wieku temu tętnił on życiem? Wielu uważa, że jest to żniwo tzw. nowej teologii propagowanej tam od Soboru Watykańskiego II. Jej przedstawicielem był, zmarły pod koniec ubiegłego roku, belgijski dominikanin Edward Schillebeeckx, pracujący przez długi czas na holenderskim Uniwersytecie w Nijmegen.

Praktyczne owoce tej teologii są zastraszające. W samym Nijmegen, w kościele Braci Augustianów w każdą niedzielę koncelebrowana jest "msza" - przez protestanta i katolika jednocześnie. Jeden z nich przewodniczy liturgii słowa i głosi kazanie, drugi sprawuje liturgię eucharystyczną. Z braku kapłanów katolikiem jest prawie zawsze ktoś z laikatu, nierzadko kobieta. Tradycyjną modlitwę eucharystyczną zastępuje się tekstami opracowanymi przez byłego jezuitę Huuba Oosterhuisa. Chleb i wino są "konsekrowane" przez wszystkich.

Wzrost liczby tzw. liturgii zastępczych to także skutek braku kapłanów. Odprawiane są przez nowe wspólnoty, które odbywają się bez udziału kapłana, a więc bez udzielania Komunii Św. konsekrowanymi wcześniej hostiami. Msza Święta w świątyniach także staje się rzadkością. Tylko przez dwa lata - od 2002 roku do 2004 - ogólna liczba niedzielnych Mszy zmniejszyła się z 2200 do 1900. W niektórych kościołach wierni nie są w stanie odróżnić prawdziwej Eucharystii od obrzędów zastępczych, w innych obie ceremonie traktowane są jak równie wartościowe.

Abp Eijk nie poddaje się jednak pesymizmowi. Podczas wywiadu zaznaczył, że pocieszające jest to, że wśród wielu ludzi wierzących dostrzega coraz silniejszą tendencję do bardziej autentycznego życia. – Naszym celem jest doprowadzenie ludzi przez Jezusa Chrystusa do kontaktu z Bogiem. Przepowiadanie Ewangelii nie zależy od ogromnych środków finansowych. Jezus i apostołowie także rozpoczynali z bardzo skromnymi środkami. W ostateczności wszystko zależy od Bożego miłosierdzia i mocy – stwierdził.

AJ/Piotrskarga.pl

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »