W połowie stycznia wybuchła burza po tym, jak w czasie wizyty w Chojnicach nowa wojewoda pomorska Beata Rutkiewicz oświadczyła, że elektrownia jądrowa na Pomorzu zamiast w Lubiatowie-Kopalinie w gminie Choczewo może powstać w okolicy Żarnowca w gminie Krokowa. Rząd zdementował później te doniesienia. Kilka dni temu do sprawy odniosła się w rozmowie z „Rzeczpospolitą” minister klimatu i środowiska Paulina Henning-Kloska oceniając, że była to „burza w szklance wody”. Dziś jednak to słowa samej minister ponownie wywołały niepokój.

- „Na ten rok przewidziana jest aktualizacja polityki jądrowej państwa. Musimy ustalić trzy rzeczy: realność harmonogramu przyjętego i możliwość wpisania do uruchomienia pierwszego bloku jądrowego w Choczewie w 2033 r. Na ten moment w polityce energetycznej państwa ten blok jest ujęty dokładnie w tym roku i to wymaga sprawdzenia”

- zapowiedziała w Poznaniu.

- „Druga rzecz to jest (...) zabezpieczenie środków odpowiednich finansowych w limitach, w wieloletnich planach finansowych naszego państwa. Będziemy szacować koszty i sprawdzać, czy one są ujęte w wieloletnim planie finansowym”

- dodała.

Dalej wymieniła jeszcze „ogólny nadzór nad inwestycją” jako punkt trzeci.