Magazyn „S u r s u m   C o r d a”

Wyższe Seminarium Duchowne w Płocku

61 (1988) nr 20, s. 1

ZMIERZCH OJCZYZN

 

Ziemia, będąc matką dla człowieka, składa się z wielu różnorodnych wysp i wysepek, które poszczególni ludzie nazywają swoimi ojczyznami. Każda jednostka ludzka staje wobec problemu właściwego ułożenia swojej relacji z ojczyzną. Nie można mówić o uniwersalnym i niezmiennym ukształtowaniu tych powiązań z tej prostej racji, że człowiek – szczególnie jego świadomość i sposób istnienia – podlegają ciągłemu rozwojowi. Jedynym sensownym rozwiązaniem jest więc ciągła weryfikacja przyjętych kanonów i twórczy wkład do dorobku myślowego naszej cywilizacji.

         Rzymski poeta Horacy napisał następujące słowa: Dulce et decorum est pro patria mori – słodko i zaszczytnie jest umrzeć za ojczyznę. Cóż oznaczają te słowa i jak je obecnie rozumieć? Czy rzeczywiście warto umierać za ojczyznę? A może takie przekonanie należy tylko i wyłącznie do minionych epok historycznych? Czy nie chodzi w tym przypadku o metaforę i język poezji? Rozwiązanie tego rodzaju dylematów zależy od właściwego określenia terminu „ojczyzna”. Czas nadał mu bowiem wiele znaczeń, część dawnych określeń jakby unieważnił.

Inaczej rozumieją to pojęcie Amerykanie czy mieszkańcy krajów zachodniego kręgu kulturowego, inaczej zaś ludzie mieszkający w krajach afrykańskich czy w Europie Środkowo-Wschodniej. Niektórzy twierdzą, że miłość ojczyzny jest zwykłym nacjonalizmem, zapatrzeniem się we własne sprawy i brakiem szerszych horyzontów postrzegania rzeczywistości. Jeśli zapytamy młodych Niemców czy Francuzów, czy są patriotami, to czasami możemy być niezrozumiani. Owszem, odpowiedzą, troszczymy się o środowisko naturalne, płacimy podatki, walczymy z bezrobociem…

Ojciec i ojcowizna

Warto w tym miejscu odwołać się do wybranych koncepcji ojczyzny. Józef Tischner przypomina, że polskie słowo „ojczyzna” pochodzi od słowa „ojciec” i od słowa „ojcowizna”. Ojczyzna ma w sobie coś ojcowskiego. Nie chodzi bynajmniej o pustą metaforę. Jesteśmy potomkami, jesteśmy synami i córkami, jesteśmy dziećmi własnej ojczyzny. W takim ujęciu nasz naród jest naszą ojczyzną, lecz ona jest czymś więcej niż naród.

Odwołując się do filozofii Georga Wilhelma Friedricha Hegla, można określić ojczyznę jako „substancję etyczną” (niem. sittliche Substanz), która decyduje o naszej tożsamości i ciągłości, wpływa na integrację członków tej samej wspólnoty narodowej i państwowej.

W podobnym kierunku zmierza myślenie Karola Wojtyły, który stwierdza: „Ojczyzna – kiedy myślę – wówczas wyrażam siebie i zakorzeniam, mówi mi o tym serce, jakby ukryta granica, która ze mnie przebiega ku innym, aby wszystkich ogarniać w przeszłość dawniejszą  niż każdy z nas”. To dziedzictwo, duchowy dorobek pokoleń, nić łączącą nas z przeszłością, traktujemy właśnie jako ojczyznę. Ona pozwala nam rozumieć samych siebie, my się w niej zakorzeniamy, poszerzamy jej przestrzeń. W tym kontekście określenie Hegla jest zbyt wąskie. Substancja etyczna to za mało. Wojtyła idzie dalej – łączy ojczyznę także z ziemią, z konkretnym miejscem i czasem.

Witold Gombrowicz i Cyprian Kamil Norwid

Oczywiście gama możliwych wariantów nie wyczerpuje się w zasygnalizowanych wcześniej rozwiązaniach. Sięgnijmy do Witolda Gombrowicza: „Nie bądźcie śmieszni, ani ckliwi! Nauczcie się dźwigać własne przeznaczenie. Przestańcie opiewać mdławo piękności Grójca, Piotrkowa lub Biłgoraja. Wiedzcie, że ojczyzna wasza to nie Grójec, ani Skierniewice, nawet nie kraj cały, i nich krew uderzy wam na policzki rumieńcem siły na myśl, że ojczyzną waszą wy sami jesteście! Cóż z tego, że nie przebywacie w Grodnie, Kutnie lub Jedlińsku? Czyż kiedykolwiek człowiek przebywał gdzieindziej niż w sobie? Jesteście u siebie, choćbyście znajdowali się w Argentynie lub w Kanadzie, ponieważ ojczyzna nie jest miejscem na mapie, ale żywą istnością człowieka”.

Te ostre słowa są protestem autora awangardowej powieści Ferdydurke przeciwko tkliwemu patriotyzmowi. Jego zdaniem Polacy utworzyli ze swojego kraju nadrzędną ideę, która ich uciska wielkimi szponami. W ten sposób ojczyzna stała się formą zniewolenia. Gombrowicz twierdzi, że Polak nie potrafi być całkowicie wolną osobą wobec Polski, ponieważ ona ogranicza jego niezależność. Dlatego postuluje osłabienie, wręcz zburzenie tej formy zniewolenia. Ratunek i ocalenie widzi w dystansie wobec ojczyzny. Taka nowa relacja – jego zdaniem – daje wolność jednostce. Tylko po uprzednim zrzuceniu z siebie bagażu historii Polacy mogą stworzyć na nowo swoją ojczyznę.

W tym kontekście warto przytoczyć znamienne słowa Cypriana Kamila Norwida: „Gdyby ojczyzna nasza była tak dzielnym społeczeństwem, we wszystkich człowieka obowiązkach, jak znakomitym jest narodem we wszelkich Polaka poczuciach, tedy bylibyśmy na nogach dwóch, osoby całe i poważne – monumentalnie znamienite. Ale tak, jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł – i jesteśmy karykatury, i jesteśmy tragiczna nicość i śmiech olbrzymi… Słońce nad Polakiem wstawa, ale zasłania swe oczy nad człowiekiem”.

Ojczyzna jako forma powinności

Cóż zrobić, żeby słońce nie zakrywało nad nami swych oczu? Nasza ojczyzna będzie tym bardziej wielka i piękna, im więcej człowieka będzie w Polaku. Pomnożymy ją wysiłkiem naszej woli, naszych serc, pomagając innym w dążeniu do pełni człowieczeństwa. Z tym wyzwaniem łączy się bardzo ściśle zagadnienie myślenia o narodzie w kategoriach historiozoficznych, nie mówiąc już o problemie naszych kazań patriotycznych, różnego rodzaju programów słowno-muzycznych i wieczornic. Wydaje się, że warto odejść od wielu starych mitów. Uwagi sformułowane przez Norwida i Gombrowicza można potraktować jako konieczne oczyszczanie naszej pamięci zbiorowej.

W dziełach tych dwóch jakże różnych autorów daje się zauważyć wyraźna tendencja do „humanizacji” ojczyzny. Moim zdaniem ojczyznę należy rozumieć przede wszystkim jako powinność wobec ludzi wyrastających z tego samego pnia dziejowego i narodowego. Dlatego należy przezwyciężyć wiele naszych stereotypów dotyczących postrzegania ojczyzny tylko i wyłącznie przez pryzmat bitwy pod Grunwaldem czy Odsieczy Wiedeńskiej.

Owszem, nie można nie doceniać chwały naszego oręża oraz dzielności rycerzy i żołnierzy, przelewających krew za wolność ojczyzny. Ale taka perspektywa historyczna nie może stanowić swego rodzaju bagażu dziejowego dla nowych pokoleń. Nie powinna ona stanowić istoty naszego podejścia do ojczyzny. Należy widzieć swoje miejsce na ziemi w szerszej perspektywie. Dlaczego? Ponieważ w pewnym sensie cały świat jest naszą ojczyzną. Stanowią ją wszyscy ludzie żyjący wokół nas. Wydaje się, że takie uniwersalne i humanistyczne podejście do ojczyzny jest par excellence chrześcijańskie.

W XIX wieku powstało sformułowanie „słoń a sprawa polska”. Używano go na określenie szukania we wszystkich kwestiach związków z polską sprawą narodową. Wydaje się, że obecnie taka postawa wymaga głębokiej korekty.

Ks. Andrzej Kobyliński

(Przedruk za zgodą Autora)