W kościele parafialnym w Radwanowicach odbyła się dziś Msza święta pogrzebowa w intencji zmarłego 9 stycznia ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Następnie kapłan spoczął na cmentarzu parafialnym w Rudawie.
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski był niezastąpioną postacią w życiu polskiego Kościoła. Kilka dni temu jego dzieło wspominał na antenie Polskiego Radia RDC kierownik Katedry Etyki UKSW ks. prof. Andrzej Kobyliński.
„Z jednej strony nieustępliwy, twardy wojownik, który realizuje zgodnie z sumieniem swoje cele. A z drugiej wrażliwy, głęboki, metafizyczny poeta”
- mówił filozof.
Duchowny przyznał, że z uwagi na bliską relację ze śp. ks. Isakowiczem-Zaleskim, jego śmierć dotknęła go bardzo osobiście. Ostatnią, długą rozmowę telefoniczną przeprowadził z nim 5 stycznia. Wtedy jeszcze, podkreślił gość red. Roberta Łuchniaka, nic nie wskazywało, iż choroba zagraża jego życiu.
- „Na mnie ta śmierć trzy dni później spadła jak grom z jasnego z nieba i napełniła dużym bólem. To jest pewna wyrwa, która powstała w naszym kraju i w naszym Kościele. Tej pustki nie mamy czym zastąpić”
- przyznał.
Stwierdzając, że ks. Isakowicz-Zaleski był „najpiękniejszą twarzą Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce”, duchowny przypomniał, że była to jednocześnie „twarz wyklęta”. Zwrócił uwagę, iż mimo tak ogromnych zasług na wielu polach, był wyklęty zarówno przez kręgi państwowe, jak i kościelne. Przykładem wyklęcia kościelnego był nieformalny zakaz głoszenia kazań w kościołach archidiecezji krakowskiej.
- „Dla duchownego nie ma większej kary niż zakaz głoszenia Słowa Bożego w świątyni”
- zauważył.
Mówiąc z kolei o wyklęciu państwowo-społecznym, ks. Kobyliński przypomniał historię z roku 2016, kiedy na pierwszy stopień oficerski awansowano 132 księży, którzy jako klerycy odbyli służbę wojskową. Z nieznanych przyczyn ks. Isakowicza-Zaleskiego z tego grona wykluczono.
Wspominając działalność antykomunistyczną zmarłego kapłana, ks. Kobyliński przypomniał, że to działania służb PRL uniemożliwiły mu karierę naukową. Kard. Franciszek Macharski chciał wykorzystać ogromne zdolności intelektualne młodego księdza wysyłając go na studia doktoranckie do Rzymu. Przez kilka lat jednak służby nie zgadzały się na wydanie mu paszportu.
- „W tym czasie ks. Tadeusz związał się z działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Później założył Fundację Brata Alberta i przez całe życie pracował z niepełnosprawnymi, mieszkając z nimi i dzieląc całe życie”
- opowiadał.
Zaznaczył przy tym, że ks. Isakowicz-Zaleski przez całe życie pracował jako wolontariusz. Nie miał żadnej pensji. Dlatego po ukończeniu przez niego 65 roku życia pojawił się problem, ponieważ ani Kościół, ani fundacja nie odprowadzała składek emerytalnych.
- „Dopiero działania pewnych życzliwych ludzi sprawiły, że uzyskał emeryturę z puli kombatantów, jako działacz Solidarności. To są rzeczy niebywałe, one działy się w ostatnich latach. To jest niepojęte, że takie skandale nikogo w Polsce nie interesują”
- podkreślił ks. Kobyliński.
Rozmowa red. Roberta Łuchniaka z ks. prof. Andrzejem Kobylińskim dostępna jest TUTAJ.
