„Wczoraj rozmawiałem z kilkoma Kurdami, których ta sprawa dotknęła. Jeden z nich, w Polsce od 34 lat, właściciel firmy zatrudniającej kilkaset osób, nie będący "na liście", ale w którego firmie prowadzono przeszukanie, stwierdził, że zrobiło mu się przykro. To znana osoba, nigdy złego słowa nie wypowiedział nt. Polski, ale na razie nie chcę ujawniać danych” – napisał w mediach społecznościowych Repetowicz.

Jak relacjonuje dalej laureat sprzed kilku lat Nagrody im. Kazimierza Dziewanowskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich - „na innego biznesmena wysłano 3 ekipy i właściwie to nie wiadomo po co. Wcześniej oczywiście nie dostał żadnego wezwania na przesłuchanie. Nie było tez żadnego wniosku o areszt. Ale sąsiedzi, klienci itp. mogli zobaczyć że to niby podejrzane osoby”.

„Sytuacja skandaliczna” – podsumował całą sprawę Witold Repetowicz.