Wałęsa udzielił wywiadu portalowi o2.pl, w którym żalił się na szalejącą inflację. Mówił, że trudno mu się żyje przez rosnące ceny produktów i usług, naturalnie obarczając winą za swoje finanse partię rządzącą.

- „Produkty są drogie, więc dostaję znacznie mniejsze porcje do zjedzenia na śniadania, obiady i kolacje. Nie jestem z tego zadowolony”

- powiedział.

Mimo kreowania obrazu nędzy, Wałęsa nie był speszony wyznając, ile otrzymuje emerytury.

- „Otrzymuję miesięcznie w zakresie 11-13 tysięcy netto. Od lat emerytura mi nie rośnie, a podwyżki jakoś omijają”

- żalił się były prezydent.

Przypomnijmy, że w ub. roku przeciętny emeryt otrzymywał około 2,7 tys. zł. Zaraz jednak Wałęsa wyjaśnił, dlaczego potrzebuje więcej od innych emerytów.

- „Żona zabiera mi wszystko i wydaje na swoje potrzeby. Nie wspomnę już o prezentach dla dzieci. Im też pomagam, muszę, bo tego oczekują”

- stwierdził.