Kilka dni temu ogromną burzę wywołała publikacja „Newsweeka”, który zrelacjonował rzekome zeznania Marcina W., byłego współpracownika Marka Falenty. Wynika z nich, że kompromitujące polityków Platformy Obywatelskiej nagrania mogły dostać się w ręce rosyjskich agentów.

- „Zanim taśmy z Sowy wstrząsnęły polską polityką, trafiły w rosyjskie ręce - zeznaje wspólnik Marka Falenty. Prokuratura wszczyna śledztwo, ale unika wątku szpiegostwa. Igor Prokudin poprosił Falentę, aby wyszli z sauny z przedstawicielem rosyjskich służb. Nie było ich około godziny. W hotelu Falenta powiedział mi, że dogadał się z Ruskimi i sprzedał im wszystko”

- czytamy w artykule.

Publikację natychmiast podchwycili politycy Platformy Obywatelskiej, którzy twierdzą, że zeznania Marcina W. mogą dowodzić, iż PiS miało związek z aferą taśmową. Donald Tusk zwołał wczoraj konferencję prasową, w czasie której domagał się powołania komisji śledczej w tej sprawie. W reakcji na tę żądania prokurator generalny Zbigniew Ziobro zdecydował się upublicznić zeznania Marcina W.

- „Na podstawie art. 12 § 2 ustawy Prawo o prokuraturze podjąłem decyzję o upublicznieniu treści wyjaśnień i zeznań Marcina W. Donald Tusk, przewodniczący Platformy Obywatelskiej, publicznie postawił poważne oskarżenia wobec prokuratury dotyczące rzekomego zatajania informacji i zaniechań w śledztwie. Powołał się na jeden z protokołów wyjaśnień Marcina W., pomijając inne jego relacje procesowe pozostające w związku z tematem wczorajszej konferencji. Dlatego postanowiłem, że interes publiczny wymaga, by obywatele poznali całość złożonych przez niego relacji dotyczących wątku kryminalno-politycznego w kontekście związków z Rosją”

- czytamy w decyzji Zbigniewa Ziobry.

Zaznaczył przy tym, że w przeciwieństwie do Donalda Tuska, „prokuratura nie podchodzi do ich treści bezkrytycznie”.

Pochodzące z lat 2014-2021 materiały zostały opublikowane na stronie Prokuratury Krajowej.

Marcin W. zeznał m.in., że 3 lub 4 czerwca 2014 roku wręczył łapówkę Michałowi Tuskowi. Wedle jego relacji, przekazał synowi ówczesnego premiera reklamówkę, w której znajdowało się 600 tys. euro w gotówce.

- „Z Michałem T. skontaktował się Marek F. Dodaję, że ja wcześniej nie miałem kontaktu z Michałem T. wszystkie kontakty z politykami utrzymywał Marek F.. (…) Tego dnia jak przywiozłem pieniądze do firmy przyjechał Michał T. Dodaję, że w biurze Falenty były, moim zdaniem, widoczne dla każdego dwie kamery”

- zeznał W.

- „F. wskazał mi, że to są pieniądze partyjne, czyli dla rządzących (władzę dzierżyła wtedy koalicja PO-PSL, na czele z Donaldem Tuskiem), ale bez identyfikacji osoby. Teraz sobie przypominam, że F. powiedział mi: Ty się tak tym nie interesuj. Ważne, żebyśmy byli bezpieczni i żeby interes był dopięty

- dodał.

Ponadto, wedle relacji W., skorumpował on też ministra transportu Sławomira Nowaka.

- „To było na wiosnę 2014 roku, dokładnej daty nie pamiętam. Zaczęło się od tego, że Marek F. powiedział, żebym podrzucił Sławkowi N. parę groszy, bo zapomniał portfela. Mnie nie interesowało za co i po co, jednakże pojechałem albo do hotelu Sheraton albo Hayat. Tam spotkałem się w lobby ze Sławomirem N. (…). Samo przekazanie pieniędzy wyglądało w taki sposób, ze powiedziałem do niego, że Marek kazał mi dać 6000 lub 6500 złotych. On powiedział, że „tak, tak, miałeś mi pożyczyć”. Wtedy odpowiedziałem, że „ja nie pożyczam pieniędzy, Marek powiedział, że mam ci dać. Jeśli chcesz, żebym ci dał to ci dam, ale ci nie pożyczę On odpowiedział: No dobra, to daj. Doszło do przekazania tych pieniędzy, gdy byliśmy sam na sam. To nie było zbytnie chowanie tego zebrania. Myślę, że jeżeli tam były kamery, to jest to zarejestrowane”

- powiedział.

Zeznania W. nadają się na scenariusz filmu sensacyjnego i sami śledczy przyznają, że nie przyjmują ich bezkrytycznie. W ostatnich dniach bezkrytycznie podchodzili do nich jednak dziennikarze „Newsweeka” i Donald Tusk.

- „Czy zeznania skruszonego kolegi Falenty są wiarygodne? Takie wrażenie sprawia sam Donald Tusk, który wykorzystał wczoraj informacje ujawnione przez tygodnik Newsweek, a oparte na zeznaniach Marcina W. Czy były premier nadal chce powołać komisję śledczą i w trakcie jej obrad zajmować się tymi opowieściami?”

- zastanawiają się dziennikarze portalu wPolityce.pl.