Przed wybuchem wojny na Ukrainie reżim Aleksandra Łukaszenki rozpoczął operację „Śluza”, w ramach której próbował destabilizować Polskę za pomocą sprowadzonych z Bliskiego Wschodu imigrantów. Kiedy wspierani przez białoruskie służby cudzoziemcy szturmowali polską granicę, działania strzegących jej służb utrudniali politycy opozycji, organizując skandaliczne happeningi i domagając się wpuszczania nielegalnych migrantów. O ówczesnej postawie opozycji przypomniał dziś Jarosław Kaczyński.

- „Myśmy bronili granic przed bezpośrednimi fizycznymi atakami. Wybudowaliśmy ogrodzenie. Wzmocniliśmy tam siły. Przesunęliśmy tam siły wojskowe. Przesuwamy siły wojskowe na wschód. A co on (Donald Tusk – red.) wtedy robił, wraz ze swoimi pomocnikami? Awantury na granicy, ataki na Straż Graniczną, na policję, wyzywanie tych ludzi, którzy w tej chwili pracują i można powiedzieć, że walczą dla Polski”

- powiedział wicepremier.

- „Tłumaczenie, że to chodzi o biednych ludzi, którzy szukają swego miejsca na ziemi, a ci biedni ludzie to ludzie przysłaniu przez Putina i Łukaszenkę. Robił wszystko, by ta destabilizacja, która była celem tego zabiegu, w Polsce miała miejsce. A przecież ta destabilizacja była niczym innym, ten plan był niczym innym niż przygotowaniem do agresji na Ukrainę. Tak postępował w tej sytuacji. To jest hańba i skandal. I dlatego muszę o tym mówić. Ostrzec państwa, ostrzec Polaków przed tym, by nie dopuścić tego człowieka do władzy. Pamiętajcie państwo, każdy głos na opozycję to w istocie głos na Tuska”

- dodał.