Jak próbuje tłumaczyć Andrzej Szejna, wiceminister spraw zagranicznych, premier Donald Tusk "nawet nie widział tego spotu". Szejna stwierdził, że "on by się na to nie zgodził", a to "sztabowcy podgrzali atmosferę". Wiceminister przyznał też, że "bał się, iż ilość hejtu wylewanego przez PiS na Donalda Tuska doprowadzi do takiego morderczego gestu, jak na Słowacji".
Spot Platformy Obywatelskiej zawiera poważne oskarżenia pod adresem Prawa i Sprawiedliwości. Narrator mówi m.in. o "nielegalnie zgromadzonych materiałach przez importera ruskiego węgla", "zwiększeniu importu" tego surowca, a także o "zawrotnej karierze" Tomasza Szmydta, który miał być "naprawdę szpiegiem, który uciekł na Białoruś".
Kulminacją spotu jest cytat z wystąpienia samego Donalda Tuska w Sejmie, w którym premier nazwał posłów PiS "płatnymi zdrajcami" i "pachołkami Rosji". Słowa te spotkały się z ostrą krytyką społeczną, a sam Jarosław Kaczyński stwierdził, że Tusk chciał go "sprowokować".
Skala hejtu i bezczelności, jaka wylewa się z szeregów politycznych PO, wydaje się już wyraźnie wskazywać, że polskie społeczeństwo – nawet to do niedawna przychylne Tuskowi – najwyraźniej ma już tego dość, na co wyraźnie wskazują sondaże dla Tuska bardzo niekorzystne. Czy o nich lider PO też nie wie? A może został zamknięty przez swoich sztabowców w bańce informacyjnej i nie jest o takich „drobiazgach” informowany.
- Jestem pewien, że Donald Tusk nie ma ze spotem PO nic wspólnego. Sądzę, że go nawet nie widział, bo by się na to nie zgodził (…) To on ciągle jest ofiarą hejtu - mówi Andrzej Szejna (Nowa Lewica) w @wirtualnapolska pic.twitter.com/TDx5IO4Ed5
— Michał Wróblewski (@wroblewski_m) May 17, 2024
