W tym zgiełku bez większego rozgłosu przeszła przez polskie media informacja, że lider zwycięskiej partii TISZA wezwał do natychmiastowej rezygnacji – „na zasadzie dobrowolnej i honorowej decyzji” – szefów największych organów państwowych. Według Magyara do dymisji powinni się podać: prezydent Węgier, prokurator generalny, prezes Sądu Najwyższego, prezes Trybunału Konstytucyjnego, prezes Państwowej Izby Kontroli oraz prezes Węgierskiego Urzędu Ochrony Konkurencji. Jak to wyraźnie zaznaczył lider zwycięskiego obozu, „jeśli sami nie odejdą, zostaną usunięci”. Dodatkowo Magyar zapowiedział, że jego rząd chce zawiesić nadawanie mediów państwowych do czasu „zapewnienia w nich należytego obiektywizmu”. Owo zawieszenie nadawania informacji, wg brytyjskiego dziennika The Guardian, ma potrwać aż do czasu, gdy powstanie nowa rada nadzorcza, która – jak twierdzi Magyar – „będzie w stanie zapewnić obiektywne relacje”. Czy państwu czegoś to nie przypomina? Trudno nie odnieść wrażenia, że Magyar chce przeprowadzić tuskizację na wzór Polski z przełomu lat 2023/2024. W wypadku lidera zwycięskiego bloku będzie to łatwiejsze, gdyż prezydent pełni na Węgrzech rolę czysto protokolarną, a partia Tisza ma większość konstytucyjną. Czyli może zmienić konstytucję, jak zechce.
Charakterystyczne, że żadne z zachodnich mediów ani nikt z zachodnich polityków nie reaguje na zapowiedzi Magyara, wróżące całkowitą monopolizację à rebours. Co więcej, część zachodnich dzienników wręcz zachęca przyszłego premiera do wyrwania z korzeniami wszystkich nominatów z epoki Orbana.
W Polsce ten proces nie udał się Tuskowi tylko dlatego, że musiał liczyć się z silnymi kompetencjami prezydenta Dudy, a dziś rolę czynnika równowagi pełni prezydent Karol Nawrocki. Lider Platformy nie dysponował też większością konstytucyjną w polskim Sejmie. Na Węgrzech TISZA taką większość posiada. Szybko więc może się okazać, że wielu Węgrów, którzy rozdrażnieni byli dominacją ludzi Orbana we wszystkich urzędach centralnych, za chwilę obudzi się z dokładnie taką samą dominacją ludzi z obozu Tisza. A gdy Węgry staną się na nowo państwem zdominowanym przez jedną siłę.
Tyle że tym razem – jak podejrzewam – nie będzie to już oburzało nikogo w Brukseli.
»«
Piotr Semka
