Autorzy analizy nie pozostawiają złudzeń: „Europa twierdzi, że chce odłączyć się od Kremla, ale nadal finansuje go jednym istotnym kanałem: energią”. W ich ocenie nie jest to jednorazowa sytuacja, lecz trwały mechanizm, który funkcjonuje mimo kolejnych pakietów sankcji.

Największym importerem skroplonego gazu była w marcu Hiszpania, która zwiększyła zakupy aż o 124 proc. miesiąc do miesiąca. Znaczące ilości sprowadzały także Francja i Belgia, korzystając ze swoich terminali regazyfikacyjnych. Jednocześnie część państw Europy Środkowej nadal odbiera rosyjski gaz rurociągami.

Zdaniem European Conservative problem ma charakter strukturalny. „To, co zmieniło się po 2022 roku, to nie treść, ale forma. Paliwo jest takie samo; zmieniła się tylko trasa i opakowanie polityczne” – podkreśla portal. Gaz, który wcześniej płynął bezpośrednio z Rosji, dziś często trafia do Europy drogą morską lub przez państwa trzecie.

Mechanizm ten obejmuje także produkty rafinowane. „Rosja sprzedaje energię, kraje trzecie przetwarzają ją lub ponownie etykietują, a Europa ją odkupuje” – czytamy. W praktyce oznacza to, że formalnie zmienia się kraj pochodzenia surowca, lecz faktyczna zależność pozostaje.

Autorzy publikacji wskazują również na polityczne ograniczenia pełnego embarga. „Zbyt wiele rządów wie, że nagła rezygnacja z rosyjskiego gazu wiązałaby się z kosztami przemysłowymi, fiskalnymi i społecznymi, które byłyby trudne do udźwignięcia” – zaznaczają. W ich ocenie prowadzi to do systemu „częściowych sankcji, pełnego wyjątków i politycznie wygodnego dla wszystkich – do czasu pojawienia się danych”.

Mimo że Unia Europejska przyjęła już kolejne pakiety sankcji po rosyjskiej agresji na Ukrainę, realne uzależnienie energetyczne nie zostało całkowicie zerwane. Jak podsumowuje European Conservative: „Cztery lata po rozpoczęciu wojny UE nadal kupuje rosyjski gaz, a Rosja nadal otrzymuje wynagrodzenie. Cała reszta to retoryka”.