Wydaje się jednak, że wbrew tym pesymistycznym ocenom Kościół katolicki w Afryce rzeczywiście jest nadzieją. Powiedziałbym nawet, że nie chodzi o nadzieję, bo to oznaczałoby przenoszenie jakiegoś afrykańskiego potencjału w przyszłość. Wiele wskazuje na to, że Afrykanie już dziś odgrywają w globalnym katolicyzmie niezwykle istotną rolę.

Kilka dni temu bardzo znamiennego wywiadu udzielił metropolita Luksemburga, kardynał Jean-Claude Hollerich. To progresywny purpurat, ideowo bliski niemieckiej Drodze Synodalnej; był blisko związany z papieżem Franciszkiem. Hierarcha został zapytany o perspektywę dla wprowadzenia w Kościele katolickim sakramentalnego diakonatu kobiet. Choć wcześniej wypowiadał się na ten temat bardzo progresywnie, teraz zmienił narrację. Jak stwierdził, wprowadzenie święceń dla kobiet doprowadziłoby do podziału Kościoła, dlatego taka decyzja może zapaść wyłącznie na zasadzie „konsensusu”. To oznacza, że musiałby zebrać się Sobór Powszechny i ogłosić, że kobiety mogą zostawać w Kościele księżmi. Na to się tymczasem przecież nie zanosi – i to właśnie z powodu Afrykanów. Kardynał Hollerich przywołał przykład Wspólnoty Anglikańskiej. Na początku tego roku w Canterbury osadzono w roli „arcybiskupa” kobietę, panią Sarę Mullally. W efekcie właśnie w Afryce anglikanie zbuntowali się i ogłosili, że zrywają swoje więzi z Londynem. Uznali rzecz za niezgodną z tradycją apostolską i Pismem Świętym. Według Hollericha, w Kościele katolickim byłoby tak samo, innymi słowy Kościół w Afryce kategorycznie odrzuciłby kapłaństwo kobiet i doszłoby do schizmy.

Nie wiem, czy ma rację, ale „katechoniczna” rola Afryki jest tu naprawdę wyraźnie widoczna: sama myśl o tym, jak zareagowałaby większość katolików na Czarnym Lądzie, studzi pomysły progresywnych europejskich liberałów… Katechon to, przypominam, postać czy zjawisko, które zgodnie z listami św. Pawła powstrzymuje nadejście Antychrysta.

Afrykańskiego oporu doświadczyli zresztą już w grudniu 2023 roku, kiedy papież Franciszek zaaprobował deklarację „Fiducia supplicans” o błogosławieniu par tej samej płci. Większość biskupów afrykańskich uznała, że to niezgodne z prawem naturalnym i Objawieniem i oznajmiła, że w ich krajach takie błogosławieństwa są wykluczone. Papież w efekcie… przystał na to, by Afrykanie nie implementowali „Fiducia supplicans”. Jego dokument był na rękę środowisku progresywnemu, ale okazało się, że właśnie z powodu Afryki nie da się go zaprezentować jako „globalnego” rozwiązania, a jedynie jako propozycję lokalną.

Kościół katolicki w Afryce jest naprawdę wierzący. Ludzie żyją tam często w trudnej sytuacji materialnej, a dzięki temu ich „zmysł wiary” jest wyostrzony. Nie są syci jak Europejczycy, którzy nurzają się w hedonizmie i samozadowoleniu. To sprawia, że Afrykanom „chce się wierzyć” – chce się głosić Chrystusa, walczyć o prawdy wiary, dbać o ortodoksję, zajmować się kultem Bożym… Są miejsca, w których rozwija się tam świetnie nawet liturgia tradycyjna – rzekomo dobra tylko dla Europejczyków. Cóż, wcale nie; Afrykanie z łaciną radzą sobie naprawdę dobrze…

To pokazuje, że Jan Paweł II miał jednak rację – przynajmniej częściowo. Nie wiemy, co przyniesie przyszłość, bo Kościół w Afryce jest pełen wielkich napięć. Ma własne problemy, nieznane w Europie czy Stanach Zjednoczonych, jak poligamia albo konflikty etniczne. Spójrzmy jednak na historię: przecież wielką rolę w ewangelizacji Europy odegrali swego czasu mnisi iroszkoccy, choć tamtejsze społeczeństwo było jeszcze solidnie barbarzyńskie… Brzmi to na pierwszy rzut oka naiwnie czy nawet nieznośnie idealistycznie, ale fakty są takie, że Pan Bóg lubi posługiwać się tym, co słabe w oczach świata.

Dlatego wizyta Leona XIV w Afryce jest dobrym momentem, by pomodlić się za rozwój katolicyzm na tym kontynencie – albo też, by aktywnie go wesprzeć. Ze względu na liberalne błędy trudno jest nam dawać Afrykanom wiarę (choć misje jeszcze, Bogu dzięki, funkcjonują!) ale możemy wesprzeć organizację katolickich szkół czy parafii, tak, by sami Afrykanie mieli coraz lepszą strukturę, pomagającą zakorzenić się Ewangelii.