„Dziennik Bałtycki” poinformował, że w czasie dzisiejszej wizyty w Chojnicach nowy wojewoda pomorski Beata Rutkiewicz oświadczyła, że elektrownia jądrowa na Pomorzu zamiast w Lubiatowie-Kopalinie w gminie Choczewo może powstać w okolicy Żarnowca w gminie Krokowa.

- „Ta decyzja środowiskowa dla lokalizacji w Lubiatowie została wydana, ale cały czas rozważamy, czy słusznie. Są też różne głosy na temat wybranej technologii. Najbliższe miesiące będą decydujące”

- powiedziała.

Cytowany przez „Dziennik Bałtycki” wicemarszałek pomorski Leszek Bonna przekonuje, że budowa elektrowni we wcześniej przyjętej lokalizacji miałaby negatywny wpływ na środowisko.

- „Decyzja lokalizacyjna dotyczy najcenniejszego obszaru turystycznego województwa pomorskiego. Tam jest szeroka piaszczysta plaża i kompleksy leśne. Część tego dziedzictwa będzie wykluczona z użytkowania przez turystów i mieszkańców ze względu na oddziaływanie tej inwestycji. Zdajemy sobie sprawę, że atom to jest przyszłość i musimy inwestować ale czy nie warto rozważyć pierwotnej lokalizacji z lat 80. w pobliżu Żarnowca?”

- pytał.

- „Tam jest już linia przesyłowa będąca w stanie odebrać tyle energii. Budowanie nowej linii – nie ukrywajmy - to kolejny czynnik degradujący środowisko naturalne”

- dodał.

Do sprawy odniósł się za pośrednictwem mediów społecznościowych były minister aktywów państwowych Jacek Sasin.

- „To byłoby wysadzenie kluczowego projektu dla bezpieczeństwa energetycznego Polski”

- stwierdził polityk PiS.

- „Wprowadzenie energii jądrowej do naszego systemu to polska racja stanu. Wszelkie obstrukcje w tym zakresie to gra ramię w ramię z Putinem, którego celem jest uzależnianie surowcowe i energetyczne Europy. Wnioski nasuwają się same”

- dodał.

Również ekspert Polityka Insight Robert Tomaszewski nie ma wątpliwości, że realizacja sygnalizowanych przez wojewodę planów byłaby „uśmierceniem projektu”.

- „Zmiana lokalizacji budowy elektrowni jądrowej w tym momencie oznaczałaby de facto uśmiercenie tego projektu, z bardzo niebezpiecznymi konsekwencjami energetycznymi i geopolitycznymi”

- napisał na X.com.

Specjalizujący się w zagadnieniach związanych z energetyką Jakub Wiech alarmuje natomiast, że zmiana lokalizacji oznaczałaby miliony złotych strat, ale też przedłużenie realizacji projektu o lata.

- „Zmiana lokalizacji elektrowni jądrowej - nawet na pobliską - to strata kilku lat i milionów złotych. Już teraz wiemy, że elektrowni jądrowej nie będzie w 2033 roku. Walczymy o 2035. Kolejne przesunięcia to katastrofa”

- podkreśla.