Partia kanclerza Niemiec Olafa Scholza ma powody do zmartwień. Jak donosi „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, SPD plasuje się dopiero na trzecim miejscu w najnowszym sondażu. Rządzących wyprzedza CDU/CSU i Zieloni. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, aby partia kanclerza uplasowała się tak nisko. Co do tego doprowadziło? W rozmowie z portalem wPolityce.pl europoseł PiS Ryszard Legutko wskazał na sytuację związaną z wojną na Ukrainie, z którą rządzący w Niemczech sobie nie radzą. Zapewniają o twardym sprzeciwie wobec Rosji, ale hamują sankcje mogące uderzyć w niemiecką gospodarkę. Obiecują Ukrainie broń, ale ostatecznie jej nie wysyłają. Wpływ na niskie poparcie SPD ma w ocenie prof. Legutki również mało charyzmatyczna osobowość kanclerza.
Jedynym z najważniejszych problemów Niemiec jest obecnie kryzys energetyczny przed zbliżającą się zimą. Berlin od lat uzależniał się od rosyjskiego gazu, dla którego nie ma dziś w Niemczech alternatywy. Pojawiły się głosy, że z pomocą przybędzie Komisja Europejska, które zobowiąże państwa członkowskie do dzielenia się gazem z Niemcami.
- „To pokazuje, że KE dba szczególnie o interesy niemieckie. KE nie była jakaś nadzwyczaj aktywna w kwestii zablokowania budowy Nord Stream 2, bo oczywiście energiczne występowanie przeciwko niemieckim interesom nie było mile widziane. Gdy teraz „biedne” Niemcy znalazły się w złej sytuacji, to te kraje, które mają zapasy gazu, na przykład Polska, mają się podzielić z Niemcami”
- mówi rozmówca wPolityce.pl.
- „To jest wszystko obrzydliwe, pokazuje, jaką fatalną instytucją jest Komisja Europejskie. W takiej formule nie ma dalszej racji funkcjonowania”
- dodaje filozof.
Prof. Legutko podkreśla, że należy uszczelnić unijne traktaty, aby Komisja nie miała poczucia nadrzędności. Przekonuje, jeśli Komisja dalej pozostanie „służką dużych państw zachodnioeuropejskich”, będzie prowadziła wspólnotę do „degeneracji”. To natomiast może doprowadzić do „uaktywnienia się sił antyunijnych” i zakończyć się rozpadem Unii.
