Prezydent w rozmowie na antenie Telewizji Republika stwierdził, że:

[…] pan Radosław Sikorski z panem (premierem) Donaldem Tuskiem chcą wysłać na ambasadora polskiego do USA człowieka, który był ministrem obrony, kiedy w polskim samolocie rządowym, wojskowym [...] zginął prezydent RP w katastrofie lotniczej”.

Dalej dodał, że:

Faceta, który by wtedy ministrem obrony narodowej i odpowiadał wtedy za polskie wojsko, oni chcą wysłać do Stanów Zjednoczonych. Przecież to będzie jeden wielki rechot”.

Podkreślił, że nigdy nie zgodzi się na tę nominację ambasadorską i nie podpisze jej, dopóki jest prezydentem, ponieważ nie chce kompromitować Polski.

Zapewnił jednocześnie, że do każdej nominacji podchodzić będzie odrębnie. Już teraz jednak przyznał, że nie zobaczymy podpisu prezydenta pod nominacją dla Ryszarda Schnepfa czy kogokolwiek, „kto należał do tzw. Konferencji Ambasadorów”. Dodał, że według niego ludzie ci wielokrotnie kompromitowali Polskę i nie są godni reprezentowania jej.

Dalej stwierdził, że obecnie obsada placówek dyplomatycznych jest prowadzona „metodami rodem z najgorzej kojarzących się służb”. Wspomniał, że na przykład w Wielki Piątek dyplomaci otrzymują zawiadomienia, że za moment będą musieli wracać do kraju. Dodał:

Ludzie ci mają dzieci, te dzieci chodzą do szkół, rodziny wpadają w panikę. To są naprawdę takie ubeckie metody miażdżenia, zastraszania ludzi, wymuszania na ludziach posłuszeństwa”.