Prezydent Andrzej Duda udzielił wywiadu włoskiemu dziennikowi „Il Messaggero”, w którym podsumował dwa lata wojny na Ukrainie. Polski przywódca zwrócił uwagę, że po 24 lutego 2022 roku „Europa musiała w szybkim tempie zmienić myślenie o swoim bezpieczeństwie”. Wskazał, że „zachodnie kraje w końcu zrozumiały, że Rosja jest państwem agresorem, prowadzącym brutalną, neoimperialną politykę, w wyniku której bombardowane są miasta, giną niewinni ludzie”.
- „Zrozumiały także, że Polska miała rację, od lat ostrzegając przed imperialistycznymi zakusami Moskwy”
- zauważył.
Z żalem odnotował, że „ta lekcja odbywa się na błędach Europy popełnionych w przeszłości”.
- „Najwyższą cenę płaci za to Ukraina, przelewając krew swoich obywateli. Konsekwencje tej wojny dla Europy to z kolei m.in. problemy gospodarcze, skutkujące społecznymi niepokojami. To też rosnąca obawa przed wybuchem wielkiej wojny”
- powiedział.
Podkreślił, że ważnym osiągnieciem jest to, iż „po tych dwóch latach Europa, czy szerzej, wspólnota transatlantycka, mówi jednym głosem, wspiera Ukrainę, a także wzmacnia własny potencjał odstraszania i obrony”.
Andrzej Duda zaznaczył, że rezultat wojny na Ukrainie determinuje bezpieczeństwo całego kontynentu.
- „Dlatego Rosja musi zostać zatrzymana w swoim imperialnym marszu”
- oświadczył.
- „Musimy solidarnie, jako demokratyczne państwa Zachodu, wspierać Ukrainę: militarnie, finansowo i humanitarnie, na jeszcze większą skalę niż dotychczas”
- dodał.
Zaznaczył, że konieczne jest też poszerzanie sankcji wobec Rosji i ich skuteczne egzekwowanie.
W rozmowie z włoskimi dziennikarzami prezydent podkreślał również, że chcąc zapewnić sobie bezpieczeństwo, państwa NATO muszą zwiększać wydatki na obronność. Wskazał, że Polska w tym roku przeznaczyła na nią 4,2 proc. PKB, podczas gdy nie wszyscy sojusznicy spełniają obowiązek przeznaczania na ten cel 2 proc.
- „Jeśli Zachód chce mieć w przyszłości pokój w Europie, powinien iść śladem Polski”
- stwierdził.
