W ub. tygodniu „Gazeta Wyborcza” opublikowała absurdalny wywiad z byłym szefem kontrwywiadu wojskowego gen. Piotrem Pytlem, który insynuował, że w Prawie i Sprawiedliwości funkcjonują agenci Kremla. Później na łamach tego samego dziennika ukazała się rozmowa z byłym oficerem wywiadu wojskowego PRL i byłym szefem WSI gen. Markiem Dukaczewskim, który przyznał rację oskarżanemu w przeszłości o niejasne kontakty z funkcjonariuszami FSB gen. Pytlowi. W ocenie szefa rządu jest to „próba odciągnięcia uwagi od rzeczywistych problemów związanych z polityką naszych konkurentów wcześniej wobec Niemiec i Rosji, żeby się to w taki sposób nie kojarzyło”.

- „Jeżeli dla kogoś autorytetem jest pan Pytel czy pan (oficer służb specjalnych PRL i III RP, b. szef WSI Marek) Dukaczewski, to samo za siebie już bardzo dużo mówi. Jeżeli tacy panowie mają być autorytetami w interpretacji tego, co działo się 10 kwietnia 2010 roku, to myślę, że ogromna większość Polaków może sobie wyrobić swoje zdanie”

- stwierdził.

Premier zaznaczył przy tym, że w Polsce funkcjonują rosyjscy agenci wpływu.

- „Pamiętajmy, byliśmy w niewoli sowieckiej, a w szerszym rozumieniu historycznym w niewoli rosyjskiej około 300 lat i pamiętajmy, że to wiązało się z pozostawieniem w Polsce ogromnej agentury, a to ma swój wpływ i na media, i na to, co się dzieje dzisiaj w domenie publicznej”

- powiedział.