Szef rządu udzielił wywiadu Interii, w którym był pytany o najbardziej prawdopodobny scenariusz po niedzielnych wyborach parlamentarnych. Stwierdził, że albo zwycięży PiS, co będzie oznaczało „bezpieczeństwo, kontynuację różnych dobrych projektów”, albo władzę przejmie opozycja, a wówczas możliwy stanie się „scenariusz bułgarski”.

- „To oznacza jedne wybory za drugimi, bo skłócona opozycja, opozycja chaosu, opozycja wojująca z prezydentem, niczego dobrego Polsce nie przysienie. Czeka nas po prostu permanentny konflikt opozycji z prezydentem i demolka w instytucjach państwowych”

- powiedział.

Zapewnił przy tym, że Zjednoczona Prawica wciąż ma szanse na samodzielne rządy.

- „O to będę walczył do ostatniej minuty w kampanii wyborczej, tak aby żadne koalicje nie były potrzebne”

- zapowiedział.

Niezdecydowanych, czy zagłosować na PiS, premier zachęcił do rozejrzenia się wokół siebie i zadania sobie pytania o zmiany, do których doszło w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy.

- „Czy może jest nowy żłobek u niego w mieście, na który nie było szans od 40 lat, a może nowa droga, której nie było 50 lat, a może nowa linia kolejowa, a może został otwarty posterunek policji albo jednostka wojskowa wróciła. Może w szpitalu jest nowe skrzydło wyposażone w najlepszy sprzęt, a może miejsc pracy jest dużo więcej?”

- pytał.

Podkreślił, że porównując te dokonania z rządami poprzedników, „werdykt wypadnie na naszą korzyść”.