Gdzie podziały się czasy, kiedy to lider Koalicji Obywatelskiej pokazywał się na scenach wieców razem z liderem PSL Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem? Ludowcy w jednych sondażach leciutko przekraczają próg wyborczy, ale w większości znajdują się pod kreską. A nowa Lewica słabo, bo słabo, ale jednak zazwyczaj przekracza 6,5%, wyrywając się powyżej symbolicznej poprzeczki obecności w Sejmie. Gdy prawicowi internauci do znudzenia przypominają, że Czarzasty zapisał się do PZPR dokładnie w roku zamordowania Licealisty Grzegorza Przemyka – to po stronie liberalnej panuje więc nastrój euforii.
Dobrym przykładem tych nastrojów jest niedawny tekst Katarzyny Skrzydłowskiej-Kalukin na łamach portalu „Kultura Liberalna”. Publicystka pisze: „Gdzie Tusk nie może, tam Czarzastego pośle. W końcu znalazł kogoś, kto bez owijania w bawełnę wyrazi pogląd jego najbardziej oddanych zwolenników. |Ostało się trochę liberalnych obywateli, którzy coraz bardziej duszą się w obowiązującej prawicowej poprawności i męczą ich nasilające się flirty z populistami. To właśnie im głównie Tusk sprezentował – o tempora, o mores! – Włodzimierza Czarzastego”. Skrzydłowska puentuje swój wywód tak: „Tym sposobem znoszony lewicowy polityk z bardziej niż cynicznym podejściem do swojej profesji zupełnie ni stąd ni z owąd stał się głównym rzecznikiem liberalnego społeczeństwa i jego wartości”. I teraz puenta: „w sumie nie powinniśmy się zatem dziwić, że w tym gabinecie krzywych luster właśnie dawny złoczyńca (aluzja do udziału Czarzastego w aferze Rywina – przyp. aut.) podjął się roli przewodnika. Kiedyś afera Rywina mogła wywołać wstrząs, ale umieszczona w skali złodziejstwa ostatnich rządów PiS-u byłaby już tylko jedną z wielu. A przesłuchujący wtedy Czarzastego młody pomocnik szeryfa Zbigniew Ziobro dziś sam jest uciekinierem politycznym. Ot, ironia losu...”.
Jeżeli ktoś z prawej strony, podejmujący się krytyki liberalizmu, jako ideologii skłaniającej do relatywizacji wszystkiego, będzie szukał cytatu, to polecam gorąco tekst z „Kultury Liberalnej”.
Pani Skrzydłowskiej-Kalukin nie interesuje przeszłość Czarzastego, co więcej, wręcz wydaje się ekscytować faktem, że negatywny bohater afery Rywina dziś jest poklepywany po plecach przez kolegów z Koalicji 13 grudnia jako młot na pisowską reakcję. I ta zamiana ról absolutnie publicystce nie przeszkadza, bo najważniejszy jest ogólny cel polityczny. Na takiej samej zasadzie, jak kiedyś chiński reformator Deng Xiao Ping, wprowadzając pierwsze reformy rynkowe w Pekinie głosił, że: „Nieważne jest czy kot jest czarny czy biały, byleby tylko dobrze łapał myszy”. A teraz właśnie żyjemy w epoce łapania Zbigniewa Ziobry. I dlatego Czarzasty nagle stał się bohaterem. A sprytny Donald Tusk wie i rozumie, że towarzysz Włodzimierz do ogólnej linii zwalczania prezydenta i PiS dorzuci swoją osobistą zemstę za próby dekomunizacji sprzed lat. Ten kot nie tylko lubi łapać myszy, ale ma z nimi długie, długie porachunki.
