O „masowych grobach” przy polsko-białoruskiej granicy Janina Ochojska mówiła na antenie TOK FM.

- „Myślę, że ofiar tej granicy jest o wiele więcej. One albo są w jakimś zbiorowym grobie... bo nie zdziwiłabym się, gdyby w czasie, kiedy dostęp do granicy był zamknięty, po prostu pozbierano ciała, żeby nie było dowodów”

- powiedziała.

Stwierdziła, że dziś „mówi się o prawie 300 osobach, które zaginęły”, których losy starają się ustalić „aktywiści”.

Ochojska opowiedziała historię o aktywistach, którzy „przeczesują lasy i ostatnio znaleźli ciało Jemeńczyka, które leżało tam bardzo długo”.

- „Przypuszczam, że w lesie są jeszcze ciała, ale być może część z nich została po prostu uprzątnięta”

- dodała.

O „sprzątanie” tych ciał oskarżyła leśników, jednocześnie zastrzegając, że nikogo nie oskarża, a jedynie „przypuszcza”.

- „To nie jest oskarżenie, to przypuszczenie, co mogło się stać i gdybym była taką władzą, jaką mamy teraz, to też bym tak zrobiła, żeby dowody uprzątnąć”

- mówiła.

Do wypowiedzi Ochojskiej odniósł się w mediach społecznościowych wiceszef MSWiA Maciej Wąsik, który pyta, czym jej aktywność różni się od aktywności dezertera Emila Czeczki.

Aktywność Ochojskiej najwyraźniej odnotowują zachodnie media. Kilka dni temu Caspar Shaller na łamach „Tageszeitung” nazywał Polaków „mordercami”.