Stankiewicz poinformował, że otrzymał informację od swojego informatora, iż żołnierz Mateusz Sitek nie przeżył ataku agresywnego migranta. Jednak gdy o tej tragedii wypowiedział się na konferencji prasowej szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, twierdząc, że żołnierz jest ciężko ranny, Stankiewicz zaczął weryfikować te informacje.

Okazało się, że we wszystkich możliwych źródłach, w tym kręgach Prawa i Sprawiedliwości, Stankiewicz uzyskał potwierdzenie, iż żołnierz Sitek nie żyje. Mimo to, w oficjalnym komunikacie podano, że zmarł on dopiero po południu.

Zdaniem dziennikarza Onetu, to pokazuje, kto rzeczywiście dysponuje prawdziwymi informacjami o sytuacji w armii - a mianowicie środowiska związane z poprzednim rządzącym. Stankiewicz podkreślił, że nie ściga się na sensacje o śmierci, ale dba o rzetelność informacji.

Cała sytuacja budzi poważne wątpliwości. Dlaczego premier Tusk i jego współpracownicy mieli nie znać prawdy o tragedii na granicy lub ją zatajać?

Katarzyna Sójka z kolei zwróciła się na portalu X wprost do premiera Tuska, czy prawdą jest, że już kilka dni wcześniej stwierdzono śmierć mózgu żołnierza, a jego organy przestały funkcjonować, jednak na polecenie generałów miało być to ukrywane do wyborów. Pojawia się też pytanie, czy ktoś naciskał w tej sprawie na generałów?