Jedna opinia twierdzi, że Donald Trump celowo osłabia Rosję, atakuje jej sojuszników, wprowadza sankcje przeciwko rosyjskim korporacjom, atakuje rosyjską „flotę cieni”. Do tego wymusza na sojusznikach w NATO podniesienie wydatków na zbrojenia do poziomu 5%, co również jest działaniem dla Rosji niekorzystnym. Z drugiej strony administracja Trumpa proponuje całkiem wygodne dla Rosji porozumienie w sprawie konfliktu na Ukrainie sugerując możliwość odbudowy stosunków biznesowych, skasowania sankcji, odbudowy rosyjskiej gospodarki. Niedawno opublikowana strategia bezpieczeństwa USA w zasadzie traktuje Rosję jako partnera, z którym dialog jest niezbędny dla pokoju i stabilizacji sytuacji w Europie. Poza tym polityka Donalda Trumpa, skierowana na osłabienie więzi transatlantyckich, przez Moskwę jest postrzegana jako niezwykle korzystna. Jest to przecież jeden z kluczowych celów Rosji, która nie ma szans w starciu ze zwartymi szeregami tak wielkiego sojuszu, którym jest NATO, ale już w starciu z większością jej członków jeden na jeden ma sporą przewagę. Dlatego dąży do fragmentacji zachodu i skłócenia ze sobą poszczególnych państw NATO. Działania USA wobec królestwa Danii, napięcia w stosunkach z Kanadą... to wszystko nie sprzyja wzmocnieniu współpracy i jedności w ramach NATO. Oddalenie się sojuszników od siebie oznacza powolny upadek odstraszania Rosji. 

Jak więc ocenić czy polityka Donalda Trumpa jest skierowana na osłabienie Rosji, czy odwrotnie, przygotowuje dla niej miejsce jako jednego z kluczowych światowych mocarstw? Odpowiedź jest prosta. Najpierw należy wybudować pewną hierarchię interesów Rosji i wtedy stanie się jasne, co w polityce Trumpa jest dla niej korzystne, a co szkodliwe. Wobec tego możemy też zrozumieć, na ile polityka Trumpa jest zgodna z żywotnym interesom polskim, a na ile jest z nim sprzeczna. Dla nas największym zagrożeniem jest rosyjska polityka imperialna, w ramach której kraj ten ma konkretne żądania wobec Polski, wyrażone w ich ultimatum postawionym NATO pod koniec 2021 roku. Zasadniczo rosyjskim celem w stosunku do krajów Europy Środkowej jest ograniczenie ich suwerenności i narzucenie podyktowanej przez Moskwę polityki bezpieczeństwa. Wobec tego, jeżeli Polska chce zachować swoją suwerenność, nie może zaakceptować prawa Rosji do decydowania o losach naszego regionu. Odrzucamy w ten sposób mocarstwowy status tego państwa. Sęk w tym, że polityka Trumpa skierowana jest we wprost przeciwnym kierunku - zarówno nowa strategia bezpieczeństwa USA, jak i podejście Stanów do rozmów z Rosją w celu przerwania walk na Ukrainie. Wszystko wskazuje na to, iż Stany są gotowe uznać wagę Rosji jako mocarstwa i widzą w tym państwie dla siebie partnera. Nawet jeżeli za to partnerstwo ktoś w Europie zapłacić musi odpowiednią cenę. Na przykład Ukraina. Rosja uznaje taki zwrot w polityce USA jako niezmiernie dla siebie korzystny. Rosyjscy oficjele podkreślają, że to jest wreszcie ten język, w którym mogą porozumieć się z USA, że wreszcie rozmawiają we wspólnym języku. Jednocześnie oczywiście podkreślają, że żeby doszło do tego porozumienia, to potrzebują o wiele więcej niż kawałka Ukrainy. Dlatego wojna trwa i stanowisko Rosji jest tak twarde. Moskwa oczekuje lepszej oferty.  

Stany Zjednoczone grają w większą grę, w której takie państwa jak Polska mają drugorzędne znaczenie. Są pionkami. Z ich punktu widzenia Rosja, z jej arsenałem nuklearnym i ambicjami, mimo że wydawałoby się, iż obecnie kraj ten nie posiada potencjału ekonomicznego, by grać w tej najwyższej lidzie, uznawany jest za jednego z najważniejszych graczy, o względy którego warto zawalczyć chociażby po to, by rosyjskie zasoby nie trafiły pod pełną kontrolę Chin. To nie jest nic nowego w amerykańskiej myśli strategicznej. Wiele administracji przed tym próbowało porozumieć się z Rosją. Obecne USA jednak, odchodząc już oficjalnie od prób utrzymania zbudowanego niegdyś przez siebie porządku światowego, nie mają żadnych ograniczeń politycznych czy prawnych. Nie owijają już w bawełnę. Proponują w ramach podpisania zawieszenia broni zniesienie sankcji wobec Rosji, odblokowanie środków rosyjskich w zachodnich bankach czy też odbudowę eksportu ropy i gazu na zachód przy pośrednictwie USA, które jako partner Rosji mogą zarabiać na tym eksporcie. 

Oczywiście jest też mnóstwo obszarów, w których Stany Zjednoczone biją w interesy rosyjskie. To dotyczy chociażby sankcji na sektor naftowy Rosji czy ataki na Wenezuelę i Iran - sojuszników Moskwy. Czy to oznacza jednak, że USA Donalda Trumpa osłabiają Rosję? I tutaj wracamy do kwestii hierarchii interesów. Starcie interesów dwóch państw, które uważają się za mocarstwa, jest czymś naturalnym. Rosja koncentruje obecnie wszystkie posiadane środki i zasoby dla rozwiązania priorytetowego dla niej problemu - czyli Ukrainy. Często świadomie odpuszczając mniej ważne kierunki. Robi tak dlatego, że rozumie, iż utrata wpływu na peryferiach nie oznacza jeszcze utraty statusu mocarstwa, natomiast porażka i pełna utrata Ukrainy jest dla niej kwestią być albo nie być. Kontrola nad terytorium, które Rosja uważa za własne podwórko, definiuje mocarstwowy status Rosji i jej siłę jako imperium. Mocarstwa również mogą w zasadzie robić pewnego rodzaju wymianę, gdzie Rosja odpuszcza sobie próby wpływu na peryferiach na rzecz USA, pozwalając Stanom na określenie własnej, absolutnie nieprzekraczalnej strefy wpływu, w zamian za odpuszczenie przez USA tych obszarów, które Rosja uznaje dla siebie za kluczowe. Co już przynajmniej po części się wydarzyło, ponieważ w roku 2025 USA zaprzestały wsparcia militarnego Ukrainy, poza udostępnianiem danych wywiadowczych. W porównaniu z ogromną ilością uzbrojenia i amunicji udostępnionej Ukrainie w latach poprzednich (co bez wątpienia w zdecydowany sposób utrudniło Rosji podbój Ukrainy), jak inaczej można to nazwać poza wycofaniem się USA z tej, z ich punktu widzenia, dalekiej peryferii? 

Wobec Rosji Donald Trump stosuje metodę kija i marchewki, ostro określając granice swoich interesów w stosunkach z Rosją, ale z drugiej strony, w kluczowym absolutnie dla Moskwy pytaniu, Waszyngton Rosję zasadniczo wspiera. Donald Trump faktycznie swoją polityką akceptuje mocarstwowy status Rosji i zaprasza ją do współpracy, co dla Polski jest bardzo nieprzyjemną wiadomością. Pozostaje tylko kwestia ceny nowego dealu pomiędzy tymi partnerami. I może oczywiście być tak, że oni się nie dogadają co do ceny i zacznie się nowy etap konfrontacji. Należy jednak rozumieć czym się różni obecna sytuacja od tej z lat poprzednich. Stany Zjednoczone, jako niegdyś globalne supermocarstwo pilnujące stworzonego przez siebie porządku, po prostu odmawiało Rosji prawa do mocarstwowych roszczeń wobec sąsiadów. I to ogromnie Rosję denerwowało i dlatego też Rosja uważała Stany za kluczowego wroga. USA traktujące siebie jako tylko jedno z mocarstw, nie pilnujące już żadnego światowego porządku, przestają być egzystencjalnym wrogiem Rosji. Bo wtedy to jest już tylko kwestia ceny i warunków porozumienia. Mocarstwa mogą zawrzeć deal dziś, a mogą jutro. Ich pozycje mogą być słabsze lub silniejsze. Sens obecnej sytuacji jednak polega na tym, że przeszliśmy ze świata reguł pilnowanych przez US Navy i US Army do świata dealów, gdzie jeżeli sami nie posiadamy wystarczająco silnej armii i determinacji, by obronić swoją niepodległość i suwerenność, to stajemy się jedynie walutą w tym handlu. Rosji może nie podobać się amerykańska polityka na Kaukazie, w Iranie czy Wenezueli, ale zasadniczo świat rządzony przez podobny koncert mocarstw jest czymś, do czego Rosja dążyła od wielu lat.