Tuż przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi, które odbywały się razem z referendum dot. m.in. nielegalnej imigracji, w Polsce odbyła się premiera głośnego filmu „Zielona Granica” Agnieszki Holland. Reżyserka dzieli się w nim swoją interpretacją wydarzeń z 2021 roku, kiedy to tuż przed wybuchem wojny na Ukrainie reżim Aleksandra Łukaszenki rozpoczął „operację Śluza”. W ramach tego przedsięwzięcia sprowadzał migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, aby przerzucać ich do państw unijnych i w ten sposób destabilizować sytuację w tych państwach w przeddzień spodziewanej fali uchodźców wojennych z Ukrainy. Rząd Zjednoczonej Prawicy zdecydował się wówczas na stanowcze działania, aby uniemożliwić otwarcie nielegalnego szlaku migracyjnego. W filmie Agnieszki Holland działania te przedstawiono niczym jako zbrodnie.
W czasie 12. edycji Festiwalu Script Fiesta twórcy scenariusza „Zielonej Granicy” wystąpili w ramach panelu „Jak napisać scenariusz będący reakcją na wydarzenia polityczne”. Maciej Pisuk przyznał, że „Zielona Granica” z założenia była „rodzajem manifestu politycznego”, który miał wywołać „określone społeczne skutki”.
- „Wskazywaliśmy, co się dzieje, gdzie jest zło i że to zło należy zatrzymać. (…) Nie jest to propaganda, pokazaliśmy pewną rzeczywistość”
- stwierdził.
