„Zanim jakikolwiek rząd zostanie powołany, natychmiast po głosowaniu powszechnym, Platforma przystąpi do masowej akcji kwestionowania wyników wyborów. To zapowiedział Donald Tusk już z końcem 2021 roku i do tego od wielu miesięcy swą partię przygotowuje. Radykalny nurt opozycji będzie więc powoływać się na jakieś incydenty nagłośnione przez utworzoną w tym celu grupę Nitrasa albo – jeśli incydentów zabraknie (a na to też już swych zwolenników przygotowują) – będzie dalej głosić lansowaną już teraz tezę, że wybory przeprowadzone przez „autorytarną” władzę są niedemokratyczne nawet jeśli były demokratyczne” - przewiduje Marek Jurek w swym tekście zamieszczonym na portalu magazynkontra.pl.

Zdaniem założyciela Prawicy Rzeczypospolitej po przegranych przez PO wyborach „liczyć się można i z tym, że (tak jak w 2020 roku) po rozruchach przed budynkami publicznymi i biurami polityków większości, atakowane będą również kościoły”, a „przywódcy rebelii będą oczywiście liczyć na wsparcie ze strony Unii Europejskiej”.

Jak przypomniał Marek Jurek „w 2020 roku Parlament Europejski nie tylko poparł antykonstytucyjne rozruchy, ale nawet potępił spontaniczną obronę kościołów przez wiernych”, w związku z czym „poparcia Brukseli dla wszelkich możliwych awantur Tusk może być całkowicie pewien”.

„Dlatego tak ważne jest, aby PiS złożył Konfederacji i PSL poważną, a nie tylko formalną, propozycję koalicji. A nawet – by możliwość takiej sytuacji przygotowywał już wcześniej” – diagnozuje były marszałek Sejmu.

W opinii Marka Jurka „taka koalicja byłaby szansą dla wszystkich”. „Dla Prawa i Sprawiedliwości - na przełamanie polaryzacji politycznej, na konieczne przejście od ideologii „tylko my” do inkluzywnej polityki solidarności narodowej. Dla Konfederacji – na wybrnięcie z kontestacji i objęcie oczekiwanej przez wielu roli prawicowej alternatywy dla PiS. Dla PSL - na potwierdzenie, że trzecia droga jest naprawdę odrębna” – skonkludował były polityk ZChN.