- „Prowadzić pieski w tej temperaturze, w kagańcach i bez zabezpieczenia łap przed gorącym asfaltem- wyjątkowo słabe. Mojemu wilkowi dziś nawet w cieniu jest ciężko”

- napisał były naczelny „Newsweeka” na X.com.

Nie udało mu się przy tym nie minąć z prawdą. W czasie defilady psy szły bez kagańców, a Lis swój wpis zilustrował zdjęciem archiwalnym.

Na spacerach z psem ciężko jest na pewno Tomaszowi Lisowi… sprzątać po swoim towarzyszu.

Do powielanych w mediach społecznościowych zarzutów odniosło się Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych, które podkreśla, że zwierzęta biorące udział w defiladzie były właściwie zabezpieczone.

- „Zadbaliśmy o bezpieczeństwo piesków. Przed marszem chłodziły się w cieniu przy zimnej wodzie, specjalnie dla nich asfalt został schłodzony przed ich przejściem, a weterynarze, którzy podjęli decyzję o udziale psów w defiladzie, byli cały czas obecni na miejscu i czuwali nad nimi”

- czytamy w komunikacie.

Zaznaczono, że zwierzęta zaraz po defiladzie oraz drugi raz wieczorem zostały sprawdzone przez wojskowych lekarzy weterynarii z Wojskowego Ośrodka Medycyny Prewencyjnej - Modlin oraz Wojskowego Ośrodka Farmacji i Techniki Medycznej - Celestynów.

- „Są to zwierzęta służbowe, które są specjalnie selekcjonowane i w toku codziennej służby przygotowywane do działania w zróżnicowanym czasami również trudnym środowisku”

- dodano.